pattrice jones – Feministyczna synteza

hen

(oryginalny tekst wywiadu przeprowadzonego przez Claudette Vaughan znajduje się na stronie www.animalliberationfront.com)

Opowiedz czytelnikom Vegan Voice o sobie i swojej pracy w Eastern Shore Sanctuary and Education Centre.

O mnie… Dorastałam w mieście portowym, w Baltimore. W połowie lat 70-tych, w wieku 15 lat, przestałam jeść mięso i przyłączyłam się do ruchu wyzwolenia gejów i lesbijek. Minęło ponad 20 lat zanim pojęłam głęboką harmonię, która znajdowała się u podstaw powierzchownych związków między tymi dwoma wywrotowymi działaniami. Wegetarianizm był wówczas w modzie, ale lesbijki postrzegano stereotypowo jako dziwaczki myślące tylko o seksie. Dziś modne jest bycie lesbijką, ale wegetarian postrzega się stereotypowo jako pruderyjnych krytykantów. W tamtych czasach lewica krytykowała ruch wyzwolenia gejów i lesbijek za odwracanie uwagi od „prawdziwych problemów”, takich jak rasizm i bieda, a teraz oczywiście to ruch wyzwolenia zwierząt jest obiektem podobnej krytyki. Jestem nieco mniej podatna na takie ataki niż inni obrońcy zwierząt, ponieważ moja kariera aktywistyczna zawierała w sobie również okresy organizowania protestów lokatorskich i koordynację centrum edukacji anty-rasistowskiej. Również moja partnerka, Miriam Jones, która jest współzałożycielką Sanktuarium, działała na rzecz walki z gwałtem i na rzecz praw osób niepełnosprawnych. Nawet poznałyśmy się w czasie kampanii przeciwko właścicielowi budynku, który dyskryminował osoby niepełnosprawne umysłowo. Przez lata zajmowania się aktywizmem na wielu innych frontach, zawsze sympatyzowałam z ruchem wyzwolenia zwierząt. Jeśli miałam czasami kilka dolarów do oddania (a zdarzało się to rzadko!), przekazywałam je organizacjom działającym na rzecz zwierząt. To dość zabawne, ale wtedy mój wegetarianizm wydawał mi się wyborem osobistym a nie politycznym, mimo tego, że wcielałam w życie feministyczną zasadę „prywatne to polityczne”. Miałam też poczucie, że moja empatia wobec zwierząt to bardziej osobiste dziwactwo niż stanowisko polityczne. Nawet kiedy prowadziłam kurs na uniwersytecie dotyczący teorii i praktyki aktywizmu na rzecz zmian społecznych i nalegałam, żeby moi studenci zrozumieli w jaki sposób rasizm, seksizm, kapitalizm i niszczenie środowiska są ze sobą powiązane, tematyka zwierząt wydawała się tkwić w swego rodzaju świecie równoległym, niepowiązanym z niczym innym. Dopiero kiedy rozpoczęłam badania nad psychohistorią rasizmu, która doprowadziła mnie do zbadania pochodzenia seksizmu, odkryłam ukryte głęboko związki między wykorzystywaniem ludzi i wykorzystywaniem innych zwierząt oraz różnymi formami wykorzystywania, które istnieją wśród ludzkich zwierząt. Kiedy zdałam sobie sprawę, że pierwsze społeczeństwa patriarchalne były również społeczeństwami pasterskimi (hodującymi zwierzęta), oraz że przez wieki, mężczyźni, którzy wierzyli, że posiadają kobiety i dzieci wierzyli również, że posiadają ziemię i zwierzęta (i vice versa), w moim mózgu nastąpił przełom – krajobraz zmienił się i od tej chwili już nic nie wyglądało tak samo. Niedługo później, przypadkowe znalezienie kurczaków sprawiło, że wraz z partnerką rozpoczęłyśmy Eastern Shore Sanctuary and Education Centre, a ja przeniosłam swoją energię głównie na ruch wyzwolenia zwierząt. Jest tyle ważnych problemów wymagających rozwiązania. Nikt nie może zajmować się wszystkim naraz. Ale ponieważ wszystkie te sprawy jakoś łączą się ze sobą, kiedy decydujesz skupić się na jednym problemie, pracujesz też nad rozwiązaniem pozostałych, jeśli tylko pamiętasz o tych wszystkich związkach. W jaki sposób dokonać tego wyboru? Wierzę, że mamy obowiązek robić rzeczy do których jesteśmy najlepiej przeznaczeni, niezależnie od tego czy są to rzeczy które wolelibyśmy robić. W Sanktarium mamy warunki do robienia pewnych rzeczy i staramy się to robić, wierząc, że nasi sojusznicy i sojuszniczki w tym ruchu jak i w innych ruchach również robią rzeczy do których są przeznaczeni najlepiej.

Jeśli chodzi o Eastern Shore Sanctuary… The Eastern Shore Sanctuary and Education Centre znajduje się w rolniczym stanie Maryland, w regionie zdominowanym przez przemysł drobiowy. Na półwyspie na którym pracuję, przemysł ten zabija i tnie na kawałki około 13 milionów ptaków tygodniowo. Na naszej ulicy znajdują się fermy drobiowe, a ciężarówki transportowe przejeżdżają tuż koło bramy. Młode ptaki często wyskakują lub wypadają z ciężarówki – od tego właśnie zaczęłyśmy, od zbierania kurczaków z pobocza. Spośród prawe 200 ptaków jakie tu mamy, około jedną trzecią stanowią „brojlery”, którym udało się uniknąć zabicia przez lokalny przemysł drobiowy a około połowę stanowią kury, które wcześniej uwięzione były w fabrykach jaj. Pozostałą część stanowią kury i koguty, które potrzebowały sanktuarium z innych względów; począwszy od kogutów, które brały udział w nielegalnych walkach i zostały odebrane przez władze, aż po ukochanych towarzyszy, którzy musieli opuścić domy z powodu zmian regulacji prawnych albo innych ludzkich nonsensów. Naszym planem długoterminowym jest przeniesienie się do większej posiadłości w tym samym regionie. Chcemy zaoferować schronienie większej ilości ptaków oraz rozpocząć projekt demonstracyjny aby pokazać rolnikom, że możliwa jest zamiana kurników używanych teraz w hodowli przemysłowej w organiczne szklarnie przeznaczone na dochodową produkcję ziół i warzyw. To tylko jeden z naszych długoterminowych planów dotyczących lokalnego rozwoju ekonomicznego. Rolnicy i robotnicy w takich regionach nie chcą być trybikami w korporacyjnej maszynie. Niektórzy z nich nie zgadzają się ze sposobem w jaki przemysł traktuje ptaki, a prawie wszyscy nie zgadzają się z tym jak przemysł traktuje ludzi. Jednocześnie osoby nie pracujące w przemyśle nie są specjalnie zachwycone zanieczyszczeniem środowiska i wynikającymi z tego problemami zdrowotnymi. Ale nawet oni, podobnie jak lokalni i stanowi urzędnicy, dali się nabrać na to, że przemysł jest dobry dla lokalnej ekonomii. Nie jest! Ani tutaj ani nigdzie indziej. Dla rolniczej ekonomii poleganie na jednej gałęzi przemysłu lub jednym typie plonów to bardzo zła wiadomość, szczególnie gdy jest to przemysł tak łatwo ulegający naturalnym katastrofom i zmianom na rynku. Tym właśnie zajmujemy się na szczeblu lokalnym. Na poziomie ogólnokrajowym i międzynarodowym, robimy co możemy żeby pomóc w rozwoju bardziej skutecznego ruchu wyzwolenia zwierząt i pomagamy budować mosty pomiędzy osobami działającymi na rzecz zwierząt i innymi aktywistami. Jesteśmy na przykład partnerem Global Hunger Alliance, który promuje roślinne rozwiązania problemu głodu i stara się powstrzymać światowy rozwój niezdrowych wzorów konsumpcji i produkcji mięsa. Jako koordynatorka koalicji, odwiedziłam między innymi Islamabad, aby podzielić się własnymi obserwacjami dotyczącymi hodowli przemysłowych z aktywistami działającymi na rzecz zrównoważonego rozwoju w Azji Południowej.

Oglądanie zdrowych kurczaków, które komunikują się lub bawią jest jedną z największych radości życia. Opowiedz o tym jak wygląda życie kur po oswobodzeniu.

Możesz czytać o fermach hodowlanych albo zmuszać się do oglądania zdjęć z fabryk jaj, ale nic nie jest w stanie przygotować cię na pierwszy kontakt z kurami, które właśnie zostały uratowane lub wypuszczone z takich miejsc. Pierwsze byłe więźniarki które przyjęliśmy były „zużytymi” kurami, które miały być przewiezione do rzeźni lub na wysypisko śmieci po 18 piekielnych miesiącach za kratami. Nigdy nie zapomnę chwili kiedy kilka z nich niepewnie wkroczyło na trawnik – pragnęły wolności ale były jednocześnie fizycznie i psychicznie okaleczone przez traumę, którą przeszły. Wcale nie wyglądały jak ptaki! Miały wypalone dzioby i kościste ciała pozbawione piór, ich grzebienie i nogi były trupio blade. Wyglądały bardziej jak duchy lub potwory. Ale ptaki odradzają się jak nagietki w wierszu Roberta Graves’a („Pull or stab or cut or burn, She will ever yet return”). Kilka dni po przybyciu do naszego sanktuarium, kury, które były zamknięte w klatkach w brudnych fermach układają sobie gniazda ze świeżych igieł sosny i składają jaja w cieniu gałęzi olbrzymich drzew. Kury które jeszcze kilka dni temu nie widziały nieba, wyszukują nasłonecznione miejsca aby kąpać się w piasku. Kury, które do tej pory nigdy nie postawiły stopy na stałym gruncie, ochoczo brodzą w kałużach i suną przez trawę. Moim ulubionym momentem w ciągu dnia jest otwieranie drzwi głównego kurnika o świcie i oglądanie jak ptaki wybiegają na zewnątrz aby przywitać nowy dzień, czasami uderzając mnie w międzyczasie w głowę. Kury z fabryk jaj są zazwyczaj do wszystkiego najbardziej entuzjastycznie nastawione, niezależnie czy jest to zbadanie skutków całonocnej burzy czy grzebanie w świeżo przekopanych grządkach. Dużo mnie nauczyła ich umiejętność pozostawiania za sobą tragicznej przeszłości i nadzieja na każdy nowy dzień. Wspomnę przy okazji, że każdy kto bezzasadnie wierzy, że ptakom nie przeszkadza zamknięcie, powinien pojawić się któregoś ranka w naszym domu aby posłuchać jak narzekają kiedy choć kilka minut spóźnimy się z otwieraniem kurników. Lub zatrzymać się któregoś wieczoru gdy pogoda jest szczególnie dobra aby przyjrzeć się kaczkom i „brojlerom”, które o zmierzchu ociągają się z powrotem do kurnika chcąc wykorzystać każdą odrobinę dnia.

Jesteście jedynym miejscem jakie znam, które rehabilituje walczące koguty. Czy to bardzo trudne?

To zajmuje dużo czasu ale nie jest szczególnie trudne jeśli rozumie się koguty. Prawdopodobnie ze względu na swoją ewolucyjną rolę polegającą na sprawowaniu opieki nad stadem, koguty są z reguły bardzo wrażliwe i szybko reagują w przypadku zagrożenia. Z nielicznymi wyjątkami, koguty walczą ponieważ się boją – nie dlatego, że są z natury agresywne. Żyjący dziko przodkowie kur prowadzili utarczki o porządek dziobania lub o terytorium, ale nie ranili się nawzajem dotkliwie. Dotyczy to również zdziczałych kogutów lub kogutów żyjących w sanktuarium. Koguty będą jednak walczyć na śmierć i życie jeśli ich stado jest zagrożone. Walki kogutów zaburzają to naturalne i godne szacunku zachowanie kogutów i zmieniają je w parodię ludzkiej męskości. Koguty, które zostały „wytrenowane” do walk są po prostu doprowadzone do traumy i wpadają w przerażenie na widok każdego innego ptaka, widząc w nim potencjalne śmiertelne zagrożenie. Mówiąc w skrócie, pomagamy kogutom poprzez uczenie ich, że nie muszą bać się innych ptaków. Używamy tych samych zasad, których terapeuta mógłby użyć lecząc kogoś z fobii. Wykorzystujemy też techniki behawioralne, których można używać przy leczeniu uzależnienia od papierosów. Koguty spędzają pierwsze tygodnie u nas w wielkiej klatce, z której mogą oglądać i komunikować się z innymi ptakami, ale nie są w stanie ich skrzywdzić ani zostać skrzywdzone. Klatka jest przenośna, więc w dzień może znajdować się na zewnątrz w cieniu, a w nocy w kurniku razem z innymi ptakami. Kogut ma oczywiście wewnątrz klatki własne jedzenie i wodę. Rozsypujemy też jedzenie dookoła klatki, co zachęca kury i inne koguty do socjalizowania się z nim w trakcie jedzenia. Koguty mogą przybierać waleczną postawę lub skakać, ale nie są w stanie walczyć. Kilkakrotnie w ciągu dnia wyjmujemy go z klatki i przytulamy aż uspokoi się jego rytm serca. Wtedy stawiamy go na ziemi i pozwalamy mu swobodnie chodzić. Dopóki współżyje pokojowo z innymi ptakami, nagradzamy go dalszą wolnością. Ale kiedy tylko zaczyna walczyć, zabieramy go z powrotem do klatki. Stopniowo okres czasu który jest w stanie spędzać wolno bez wszczynania bójek staje się coraz dłuższy, aż w końcu czujemy, że można bezpiecznie pozostawić go bez nadzoru wśród innych ptaków. Czujemy pewien dyskomfort stosując trening behawioralny wobec zwierzęcia nad którym mamy pełną kontrolę, ale wiedząc że jedyną alternatywą wobec pobytu tutaj jest eutanazja, uważamy, że jest to słuszne działanie. Tak naprawdę staramy się w końcu tylko naprawić krzywdę, którą inni sprawili tym ptakom. Pamiętajcie, że koguty walczą tylko dlatego, że są przerażone. Empatia podpowiada nam, że te ptaki czują ulgę, gdy nauczymy je jak się nie bać. Nasze obserwacje ich późniejszego zachowania dowodzą, że są bardzo szczęśliwe mogąc mieć normalne relacje z innymi ptakami.

Napisałaś właśnie artykuł „Matki z kluczami francuskimi: Imperatywy feministyczne i ALF” do książki „Terrorists or Freedom Fighters? Critical Reflections on Animal Liberation”. Opowiedz coś o tym.

Steve Best i Tony Nocella stworzyli kompilację rozmaitych wspomnień i komentarzy na temat Animal Liberation Front i wolnych od przemocy akcji bezpośrednich w obronie zwierząt. Wstęp napisany przez aktywistę American Indian Movement (AIM), Warda Churchilla oraz cała gama kontrowersyjnych poglądów zaprezentowanych w książce z pewnością zapewnią jej rozgłos zarówno wewnątrz ruchu jak i poza nim. Chciałabym, żeby każda osoba którą na to stać zakupiła książkę, ponieważ wydawnictwo Lantern podejmuje ryzyko wydając ją i powinniśmy ich wspierać. Jednocześnie każdy, kogo nie stać na zakup książki może napisać do mnie, a ja chętnie wyślę mu tekst mojego rozdziału. Mój rozdział rozważa ALF jako projekt feministyczny. Badam w nim przede wszystkim związki pomiędzy seksizmem i gatunkowizmem, tłumaczę dlaczego wyzwolenie zwierząt powinno być jednym z celów feminizmu oraz dlaczego wyzwolenie dziewcząt i kobiet powinno być jednym z celów ludzi walczących o wyzwolenie zwierząt. Następnie staram się dowieść, że zasady ALF są spójne z ekofeminizmem, anarchofeminizmem i feminizmem radykalnym, a także etyką feministyczną opartą na etosie troski. Na koniec, jako że praktyka nie zawsze dorasta do wyznawanych zasad, a wszyscy mogą jeszcze wiele się nauczyć, proponuję kilka feministycznych wyzwań dla ALF i ruchu wyzwolenia zwierząt. Feministyczne wyzwania polegają przede wszystkim na tym, żeby wzmocnić kooperację, koordynację, koalicje i komunikację zarówno pomiędzy aktywistami działającymi na rzecz zwierząt jak i z innymi organizacjami aktywistycznymi. Głównym wyzwaniem wobec ALF jest dorównanie własnym ideałom, szczególnie gdy mowa o niestosowaniu przemocy. Nie wystarczy po prostu odrzucić wszystkie działania stosujące przemoc używając rozumowania w stylu „ALF nie stosuje przemocy więc wszystkie akcje z użyciem przemocy nie są działaniami ALF”. Jeśli akcje z wykorzystaniem przemocy są podejmowane przez osoby zainspirowane ALF lub wierzące, że są jego częścią, wówczas ALF ponosi część odpowiedzialności, szczególnie gdy aktywiści utrzymujący, że są rzecznikami ALF przyklaskują akcjom z użyciem przemocy nawet jeśli wypierają się odpowiedzialności za nie. Wiedząc, że ALF ma strukturę składającą się z rozproszonych komórek, sugeruję żeby nie wierzyć nikomu, kto twierdzi, że przemawia w imieniu całej organizacji, ponieważ byłoby to niemożliwe. Komórki ALF powinny rozpowszechniać swoje oświadczenia przez ludzi i organizacje, które będą trzymać się treści oświadczenia, bez wplatania w telewizyjne wywiady własnych romantycznych fantazji o gwałtownej rebelii. Aby sprawić, żeby ALF stał się mniej atrakcyjny dla zafascynowanych przemocą młodych mężczyzn, sugeruję aby „nadać ALF kobiecą twarz”. ALF w Stanach Zjednoczonych został zapoczątkowany przez kobietę. Na całym świecie większość osób zaangażowanych w ruch wyzwolenia zwierząt to kobiety i nie ma powodów aby sądzić, że w ALF proporcje są inne. Od wieków kobiety i mężczyźni podejmowali wywrotowe i wolne od przemocy działania bezpośrednie, aby osiągać cele, których nie mogli osiągnąć przy pomocy politycznych procesów. W ALF możemy dostrzec współczesne wcielenie tych uświęconych tradycją praktyk.

Mówiąc o ruchu i patriarchacie. Stek jest najbardziej widoczną manifestacją idei, która przenika cały zachodni system żywienia. Według tej idei mięso (szczególnie czerwone) jest pożywieniem z natury męskim. Co sądzisz na ten temat?

Jestem przekonana, że w tej kwestii znajdujemy się na rozdrożu. W tej chwili w ruchu trwa wewnętrzna walka i wierzę, że sprawi ona, że ruch zmieni się w silniejszą i bardziej zróżnicowaną siłę społeczną. Krytyczna masa aktywistów zaczęła wierzyć, że jeśli mamy mieć jakąkolwiek nadzieję na wyzwolenie zwierząt, musimy stać się ruchem bardziej sprawiedliwym i o szerszym zasięgu. Popycha to ruch w kierunku niezbędnej strategicznie reewaluacji i reformacji. To nie będzie przyjemny proces. Nigdy nie jest. Pomyślcie tylko o jadzie wylewanym w ruchu antyrasistowskim na takie kobiety jak Angela Davis, kiedy zaczęły zwracać uwagę, że czarne kobiety też są są czarnymi ludźmi i w związku z tym ruch, który je dyskryminuje nie może prowadzić do prawdziwego wyzwolenia czarnych. Były już zmęczone zajmowaniem się całą pracą, podczas gdy mężczyźni zbierali wszystkie laury, zmęczone erotycznymi podtekstami i protekcjonalną postawą, zmęczone tym, że się im przerywa, że się ich nie szanuje i ignoruje się je. Kiedy zaczynały głośno mówić, potępiano je za to, że odwracają uwagę od spraw, które mężczyźni (i całkiem sporo kobiet) uważało za „prawdziwe problemy”. Jednak pozostały i zwyciężyły, sprawiając jednocześnie, że ruch stał się bardziej stabilny i skuteczny. Patrząc na to od innej strony, zastanówcie się jak ciężko było białym liderkom ruchu feministycznego skonfrontować się z własnymi przywilejami, kiedy kolorowe kobiety rzuciły im wyzwanie aby zajęły się rasizmem w ruchu wyzwolenia kobiet. Musiały przyznać, że skoro kolorowe kobiety są kobietami, ruch który je dyskryminuje nie może doprowadzić do prawdziwego wyzwolenia kobiet. Ciężko było im jednak myśleć o sobie jako o osobach sprawujących władzę nad innymi kobietami. Zaprzeczały, płakały, twierdziły, że to odwraca uwagę od „prawdziwych problemów”. Ale kolorowe kobiety i przetrwały i wygrały, spawiając, że ruch stał się bardziej wewnętrznie stabilny i skuteczny. Mamy teraz do czynienia ze zróżnicowanym ruchem wyzwolenia zwierząt, w którym aktywiści zwracają uwagę, że ludzie też są zwierzętami i żaden ruch, który dyskryminuje pewną grupę zwierząt (takich jak kobiety) nie może prowadzić do całkowitego wyzwolenia zwierząt. Sama logika dowodzi, że tak jest. Zwracamy uwagę na to, że ludzie kolorowi stanowią większość mieszkańców ziemi (wkrótce również większość mieszkańców Stanów Zjednoczonych) i w związku z tym nasz ruch musi rozrastać się wśród kolorowych społeczności w domu i za granicą, jeśli chcemy mieć nadzieję na to, że świat będzie zmieniał się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Większość osób związanych z ruchem wyzwolenia zwierząt zgodzi się z tym. Kładziemy nacisk na głębokie praktyczne i ideologiczne związki pomiędzy podporządkowaniem kobiet i podporządkowaniem zwierząt oferując całą gamę współczesnych i historycznych przykładów. Większość osób zainteresowanych wyzwoleniem zwierząt jest przynajmniej gotowa założyć, że to prawda. Nikt z pewnością nie podważy założenia, że dzieci będące więźniami turystyki seksualnej w takim samym stopniu zasługują na współczucie i wyzwolenie jak krowy będące więźniami przemysłu mleczarskiego. Na razie nie ma problemu. Istnieje pewien konsensus dotyczący tego, że ruch powinien wyglądać jak świat do którego chcemy dążyć. Rośnie też świadomość siły przeciwnika i związanej z nią potrzeby tworzenia sutecznych porozumień z innymi ruchami walczącymi o zmiany społeczne. A jako że jesteśmy przyzwoitymi i pełnymi współczucia ludźmi, zgadzamy się, że nasz ruch nie powinien otwarcie dyskryminować nikogo na podstawie rasy, płci, wieku, orientacji seksualnej, niepełnosprawności, itd. Problem polega na wprowadzeniu tego w życie. Musimy spodziewać się, że to będzie trudne, przygotować się na to, nie zniechęcać się gdy pojawią się nieuniknione konflikty. Ludziom którzy przywykli myśleć o sobie jako czystych moralnie z powodu swego weganizmu, ciężko będzie pogodzić się z myślą, że mogą nadal przyczyniać się do opresji zwierząt innych niż ludzie poprzez podtrzymywanie i wspieranie opresji zwierząt ludzkich oraz odnoszenie z niej korzyści. Ludzie którzy działali w innych ruchach i przyzwyczajeni są do konfrontowania innych (i siebie) z takimi zagadnieniami, będą musieli stawić czoła bardzo antagonistycznej reakcji chcąc robić to w tym ruchu. Doszło już do tego w Stanach Zjednoczonych, gdzie ruch wyzwolenia zwierząt jest opóźniony o mniej więcej dekadę w stosunku do ruchu ekologicznego w kwestii rozumienia takich spraw jak związek rasy czy płci z ich głównymi tematami zainteresowań. Ciężko jest nie ulec zniechęceniu, ponieważ sprzeciw wobec feministek był bardzo silny i niektóre wypowiedzi wskazywały na to, że wiele osób całkowicie ominęły zmiany kulturowe ostatnich dziesięcioleci związane z ruchem praw obywatelskich czy ruchem wyzwolenia kobiet. Arogancja! Chcą mówić ludziom co mają jeść i nosić, ale są zszokowani i oburzeni kiedy ktoś ośmiela się zasugerować im, że również mogliby zmienić swoje zachowanie i przestać nieumyślnie krzywdzić innych. Przed nami długa i ciężka walka, ale musimy ją przejść jeśli poważnie myślimy o zbudowaniu ruchu, który będzie odpowiednio liczny i silny, aby stawić wyzwanie siłom kulturowym i ekonomicznym podtrzymujących opresję zwierząt. Muszę przyznać, że czuję się zmęczona kiedy tylko o tym pomyślę. Ale mam też dużo nadziei, ponieważ mamy już umiejętności aby zrobić to co zrobić musimy. Teraz pozostaje nam tylko wykorzystać te umiejętności w nowym kontekście. Wszyscy przeszliśmy przez trudny proces konfrontacji z naszymi postawami wobec zwierząt innych niż ludzie. To tylko poszerzenie tego procesu. Mam „plan czterech kroków” na przechodzenie ten przemiany. Mówiąc w skrócie, musimy stawić czoła mitom, pamiętać o tym, że ludzie też są zwierzętami, tworzyć związki (między różnymi zagadnieniami, między ludźmi, między organizacjami), a następnie odpowiednio zmieniać postępowanie. Gdy pracujemy nad tym, żeby nasz ruch stał się bardziej otwarty i bardziej skuteczny w swej walce o wyzwolenie zwierząt, musimy wykazywać się współczuciem wobec siebie i innych. Nasze zadanie jest ciężkie. Będziemy musieli nauczyć się żyć ze zranionymi uczuciami, zranionym ego i sprostać frustracji. Ale biorąc pod uwagę cenę jaką płacą każdego dnia najbardziej opresjonowane zwierzęta ludzkie i inne niż ludzie, nie jest to wysoka cena za wyzwolenie nas wszystkich.

Czy przychodzi ci do głowy jakiś powód, dla którego ojcowe są często bardzo wrogo nastawieni wobec nastoletnich córek przechodzących na weganizm?

Cieszę się, że o to pytasz! Mężczyźni, którzy nigdy nie przywiązywali uwagi do kupowania jedzenia, planowania posiłków czy gotowania, stają się ekspertami żywienia kiedy tylko ich córki przestają jeść mięso. (Bo to mięso, a nie nabiał czy jajka, tak ich porusza). Choć mogą na początku udawać, że ich troska związana jest jedynie ze zdrowiem, dotychczasowe zaniedbywanie tego tematu w połączeniu z eskalacją emocji w porze posiłków da każdemu do myślenia, że ojcom chodzi o coś więcej niż tylko obiektywne zainteresowanie zdrowiem córek. O co chodzi? Dlaczego tak wielu mężczyzn czuje się zagrożonych kiedy ich córki odstawiają mięso? Moim zdaniem jest to dowód na to, że na pewnym głębokim i niewypowiedzianym poziomie wszyscy rozumiemy związek między podległością kobiet i podległością zwierząt. Dziewczyna, która odrzuca mięso, w pewnym stopniu odrzuca również szacunek dla patriarchatu. Na pewnym poziomie wie o tym zarówno ona jak jej ojciec. Matka jest z reguły ambiwalentna, jest po stronie córki jako kobieta, ale po stronie ojca jako rodzic. Kłótnie mogą się ciągnąć latami i rujnować każdy świąteczny obiad, ponieważ nigdy nie rozmawia się o faktycznych źródłach konfliktu. To problem seksizmu i gatunkowizmu w skali mikro: żaden z nich nie może zostać rozwiązany, dopóki nie dotrzemy do ich splątanych korzeni. Nie można rozmawiać o tym nie wspominając również o wykorzystywaniu seksualnym. Tu w Stanach Zjednoczonych, co najmniej jedna na sto dziewcząt została zgwałcona przez swojego biologicznego ojca a odsetek jest jeszcze wyższy w przypadku ojczymów i chłopaków matek. Jedna na cztery dziewczyny jest napastowana seksualnie zanim ukończy 18 lat, a sprawcy są najczęściej członkami lub przyjaciółmi rodziny. W społecznej świadomości mięso i męski organ są ze sobą ściśle powiązane. Znajduje to wyraz nawet w slangu dotyczącym masturbacji. Kiedy wiec córka odrzuca mięso… Nie zapominajmy też o drugiej stronie monety. Nie dawno młoda kobieto powiedziała mi, że pamięta dokładnie moment, kiedy została weganką: „Siódma klasa. Stół rodzinny. Mój ojciec jadł stek mówiąc ‚muuuu’. To był koniec.” Myślę, że to dość typowe. Wyjątkowo patriarchalni ojcowie często wypowiadają się o zwierzętach w sposób obraźliwy lub krzywdzą je. Córki mogą obawiać się stawać w swojej obronie, ale czasami znajdują dość odwagi by bronić zwierząt.

Opowiedz o swoim własnym weganizmie.

Przez te 20 lat kiedy to wyzwolenie ludzi i wyzwolenie zwierząt były dla mnie zupełnie osobnymi kwestiami, byłam raczej wegetarianką niż weganką i do tego niezbyt konsekwentną. Teraz musiałabym bardzo się wysilić, żeby przypomnieć sobie co wtedy myślałam. Odkąd zostałam weganką, ewoluowało moje rozumienie tego pojęcia. Uważam, że „weganizm” musi oznaczać więcej niż tylko niejedzenie mięsa, jajek czy nabiału; nienoszenie futer czy skóry i odrzucanie produktów, które powstały poprzez wykorzystywanie zwierząt. Podstawą na której opiera się wegański światopogląd jest idea, że nie ma moralnego rozróżnienia między zwierzętami ludzkimi i innymi niż ludzie. Jeśli coś nie jest w porządku wobec nas, nie jest w porządku wobec nich. Ale musimy dodać: i vice versa. Jeśli naprawdę wierzymy, że ludzie są zwierzętami i to tak samo wartościowymi jak inne zwierzęta, a „weganizm” oznacza niebranie udziału w wykorzystywaniu zwierząt, musimy przejąć się losem dziewczynek w sweatshopach tak samo jak losem kur w fabrykach jaj. Musimy interesować się losem bitej kobiety tak samo jak losem bitego psa. Musimy unikać rasistowskiego języka tak samo jak unikamy języka, który uprzedmiotawia zwierzęta. Nie powinno wymagać tłumaczenia, że „wegański” musi również oznaczać „zielony” ponieważ wszystko co szkodzi środowisku szkodzi siedliskom zwierząt. Takie podejście rodzi różnego rodzaju pytania odnośnie konsumpcji, na które odpowiedzieć starali się głównie ludzie określający się jako „freeganie”. Co jest lepsze: tanie plastikowe (produkt wytwarzany z ropy naftowej) buty, które najprawdopodobniej został uszyte w sweatshopie? Czy używane buty z second handu, nawet jeśli mają skórzane elementy? Co jest gorsze: nieorganiczne produkty lokalne czy produkty organiczne, które przyleciały z daleka lub zostały przewiezione ciężarówkami? Nie ma prostych odpowiedzi. Wszystko co możemy zrobić to przyczyniać się do jak najmniejszej ilości szkód i wierzyć, że inni robią tak samo. Jeśli musimy wyrazić swoją niezgodę z wyborami innych osób, należy robić to z szacunkiem i świadomością, że nikt z nas nie jest całkowicie czysty. Innymi słowy, każdy ma krew na rękach. Popatrz na plastikowe i papierowe opakowania wielu „wegańskich” produktów! Wycinanie drzew, żeby robić papier i odwierty w celu poszukiwania ropy również krzywdzą zwierzęta. Chcę przede wszystkim powiedzieć, że nikt z nas nie powinien spokojnie osiąść w swoim weganizmie. O ile możemy i powinniśmy czuć się dobrze w związku z wyborami, które poczyniliśmy i które nie przyczyniają się do krzywdzenia zwierząt i niszczenia środowiska, ale istnieje różnica między usprawiedliwioną dumą a próżnym samozadowoleniem. Jeśli mamy nadzieję na to, że zainspirujemy innych do przemyślenia swojego postępowania, musimy również być ciągle w gotowości do przemyślenia swoich własnych wyborów.

Czy widzisz różnicę między pozycją praw zwierząt i dobrostanu zwierząt?

Sama promuję wizję „wyzwolenia”, zarówno ludzi jak i zwierząt. Nie mówię o „prawach gejów i lesbijek” czy „prawach kobiet”, ale o „wyzwoleniu gejów i lesbijek” oraz „wyzwoleniu kobiet”, ponieważ prawa stanowią ograniczoną koncepcję wytyczoną w ramach dominującej wizji świata. Podobnie jak aktywiści popierający prawa zwierząt obawiają się, że zajmowanie się dobrostanem zwierząt wzmocni nieumyślnie system, który powinien zostać zniszczony, ja boję się z kolei, że domaganie się, żeby zwierzęta miały „prawa” wyznaczone przez zdefiniowany przez nas system prawny jedynie może nieumyślnie wzmocnić ucisk etnocentrycznego i patriarchalnego systemu. Ale to tylko podejrzenie więc choć zawsze pilnuję, żeby mówić „wyzwolenie” zamiast „prawa”, nigdy nie traktowałabym ludzi działających na rzecz „praw” inaczej niż jako sojuszników w walce. Robią to co uważają za najsłuszniejsze na podstawie dostępnych im informacji. O ile możemy i powinniśmy angażować się w opartą na szacunku debatę na temat interpretacji dostępnych nam informacji, nie możemy oskarżać innych o działanie w złej wierze tylko dlatego, że się z nimi nie zgadzamy. Jeśli chodzi o dobrostan zwierząt: O ile wierzę, że celem ostatecznym musi być wyzwolenie wszystkich zwierząt, wierzę również, że musimy robić co w naszej mocy, aby w międzyczasie poprawić dobrostan konkretnych zwierząt. Zwierzęta nie są istotami abstrakcyjnymi. Są żywymi istotami, które odczuwają ból i które ponoszą konsekwencje naszych wyborów w kwestii tego czy należy bądź nie należy próbować zmniejszać ich cierpienie. Wszyscy wierzymy, że nie powinno być więźniów politycznych, ale jeśli już są, czy nie cieszymy się, że Amnesty International walczy z najgorszymi nadużyciami, które ich dotykają? Kiedy się nad tym zastanowić, Amnesty International stanowi dość dobry model działania na rzecz reform przy jednoczesnym wspieraniu idei wyzwolenia. W Stanach Zjednoczonych, United Poultry Concerns daje dobry przykład, nie popierając żadnego rodzaju produkcji zwierzęcej ale znajdując zawsze sposób, żeby przeciwstawiać się konkretnym okrutnym praktykom takim jak przycinanie dziobów rozpalonym ostrzem, aby ulżyć zwierzętom choć trochę tu i teraz, oczekując jednak przyszłego wyzwolenia. Moim zdaniem błędem „dobrostanu” tkwi w kontekście wizji świata w której zwierzęta należą do człowieka i są przez niego kontrolowane. Taka wizja świata sprawia, że nawet tak dziwne pomysły jak „humanitarne hodowle klatkowe” wydają się rozsądne. Należy odróżnić ludzi i organizacje, którzy widzą ostateczny cel w narastającej poprawie warunków życia zwierząt pod ludzkim od ludzi i organizacji, których celem jest wyzwolenie zwierząt, ale traktują poprawienie dobrostanu jako cel, który osiągnąć należy w międzyczasie i często podpierają to teorią zmiany społecznej zgodnie z którą reformy prowadzą stopniowo do wyzwolenia. Nie zgadzam się z tą teorią ale nie mam dowodów na to, żeby reformy blokowały postęp w kierunku wyzwolenia.

Uważam, że reformy dobrostanu to rodzaj naiwnej socjologii. Naiwnej, ponieważ wywodzi się z błędnego przekonania, które następnie podtrzymuje obecne nierówności między ludźmi i zwierzętami.

Obawiam się, że jestem jedną z tych osób, które wybiegają z krzykiem z pokoju kiedy tylko kolejny raz zaczyna się debata na temat „praw” i „dobrostanu”. Jak wynika z mojego poprzedniego komentarza, nie jestem pewna czy papierowe „prawa” będą miały większy wpływ niż przepisy dotyczące „dobrostanu”. Hinduska konstytucja gwarantuje prawo do jedzenia, ale głód dotyka wielu regionów Indii mimo, że w innych częściach kraju ziarno gnije w magazynach. W Stanach Zjednoczonych mężczyźni nie mają już prawa bić i gwałcić swoich żon, ale robią to tak często, że przemoc domowa jest głównym powodem dla którego kobiety trafiają na pogotowie. Chcę przez to powiedzieć, że mam takie same wątpliwości wobec dążenia do „praw” jak osoby, dążące do „praw” mają wobec założenia, że reformy prowadzą do wyzwolenia. Prawda jest taka, że nikt z nas nie wie jaka będzie najlepsza droga do wyzwolenia. Gdybyśmy to wiedzieli, gdyby posiadane przez nas dane prowadziły do jednoznacznych wniosków, wszystkie osoby których celem jest wyzwolenie zwierząt bez problemu podjęłyby wspólną decyzję dotyczącą kierunku działania. Ale dane nie są jednoznaczne. Nikt tego wcześniej nie robił. Istnieją pewne analogie w ruchu abolicjonistycznym i ruchu wyzwolenia kobiet, ale naprawienie kilkuset lat niewolnictwa to nie to samo, co naprawienie tysięcy lat dominacji ludzi nad zwierzętami. Poza tym, spójrzmy prawdzie w oczy, ciężko stwierdzić, że ruch wyzwolenia kobiet odniósł sukces, jeśli w wielu krajach kobiety nadal są własnością a Światowa Organizacja Zdrowia uznała przemoc wobec kobiet za poważne zagrożenie na całym świecie. Kiedy prowadziłam kurs na temat teorii i praktyki aktywizmu na rzecz zmian społecznych, miałam okazję poświęcić się studiowaniu ruchów społecznych. Z badań tych wyciągnęłam wniosek, że zmiana społeczna następuje najczęściej wówczas, gdy wiele różnych grup podejmuje ten sam temat z wielu różnych stron, zajmując się bezpośrednio tym, na co według nich mają największy wpływ oraz – co najważniejsze – gdy współpracują zamiast walczyć ze sobą (nie mam tu na myśli unikanie debat, ale powstrzymywanie się od obrażania i zniechęcania ludzi, którzy mają ten sam cel, ale wybrali inną strategię). W sytuacji idealnej istnieje komunikacja i próby współpracy między różnymi sektorami aktywizmu, co prowadzi do zwiększonej skuteczności wszystkich. Być może osoby, które wybrały drogę „praw” i osoby, których droga do zmian obejmuje poprawę „dobrostanu” powinny odłożyć na bok tę odwieczną dyskusję (ponieważ nie mamy wystarczającej ilości danych aby zdecydowanie opowiedzieć się po którejkolwiek ze stron) i zamiast tego skoncentrować się na wyszukaniu wspólnych punktów, które mogą stanowić podłoże do współpracy. Wierzę też, że kiedy to tylko możliwe, osoby walczące o wyzwolenie zwierząt muszą współpracować z ludźmi, którzy nie zgadzają się z nimi co do wszystkiego, ale z którymi łączy ich jeden konkretny cel, na przykład walka z chowem przemysłowym. Dlaczego? Ponieważ w czasie wspólnej pracy nad zagadnieniem które nas łączy rośnie zaufanie i zachodzi naturalne przenikanie się idei, w wyniku czego zaczynają się pojawiać kolejne wspólne tematy. Nie dojdzie do tego jeśli współpracować będziesz tylko z osobami z którymi całkowicie się zgadzasz. Nie oznacza to, że każde działanie musi następować w ramach koalicji. Niektóre z nich, takie jak open rescue z założenia wymagają jedynie udziału osób, które nawzajem sobie ufają.

W Australii mamy sporo problemów z łamaniem praw ludności tubylczej. Czy możesz opowiedzieć o tym jak rasizm do pewnego stopnia kształtowany jest przez wykorzystywanie zwierząt?

Cieszę się, że o to pytasz, bo to właśnie moje badania naukowe nad pochodzeniem rasizmu sprawiły, że zrozumiałam jak gatunkowizm powiązany jest z różnymi formami opresji ludzi. Pasterstwo (dominacja ludzi nad zwierzętami) i patriarchat (dominacja mężczyzn nad kobietami) – pojawiły się w tym samym momencie w historii i nie da się ich oddzielić – stworzyły wzór, na którym opierały się kolejne formy eksploatacji. To nie przypadek, że osoby, które mają być wykorzystywane ze względu na swą religię, etniczność, niepełnosprawność, czy rasę zostają najpierw „zdehumanizowne” – sam akt podporządkowania jest aktem wciśnięcia grupy w kategorię „zwierząt”, co oznacza zarówno „być bez praw” oraz „przedmiot do wykorzystywania”. Wspomniałaś o problemach tubylczej ludności w Australii. Europejski podbój Australii to przykład użycia kategorii „zwierząt” aby usprawiedliwić opresję ludzi. Ludność lokalna była traktowana jak kolejny gatunek lokalnej fauny, który można wykorzystywać kiedy to tylko możliwe lub unicestwić. Zbrodnie popełnione wobec tubylczej społeczności byłyby nie do wyobrażenia, gdyby nie długa historia traktowania innych żywych istot w taki sposób. Ta historia ułatwiła sprawę, wystarczyło tylko dodać ludność tubylczą do listy stworzeń, które mogą zostać zniewolone, zabite lub używane bez żadnych względów dla ich własnych celów bądź interesów. Dopóki istnieje kategoria „zwierząt”, istnieje też możliwość, że niektóre ludzkie zwierzęta będą w nią wpychać inne ludzkie zwierzęta. Jeśli naprawdę chcemy położyć kres wykorzystywaniu ludzi, musimy pozbyć się idei istot żywych pozbawionych praw, które mogą być wykorzystywane lub zabijane. Trzeba oczywiście zrobić dużo więcej, ale to jest podstawa.

Pojawiają się nowe pozycje, jak Stupid White Men Michaela Moora czy Whitefella Jump Up Germaine Greer, które zamiast oczerniać ludność kolorową, słusznie obwiniają źródło problemów, w tym przypadku stosunek białych ludzi do rdzennej ludności i innych ras.

Dla dominującej kultury jest to krok naprzód, ale tkwią w tym również potencjalne pułapki. Nie chcemy traktować białości jako czegoś realnego. Musimy pamiętać, że „białość” jest konstruktem społecznym, kategorią wymyśloną przez ludzi aby dyskryminować innych ludzi. O ile różnice we władzy i przywilejach pomiędzy ludźmi przypisanymi do różnych ras są bardzo realne, sama rasa jest fikcją bez podstaw w biologicznej rzeczywistości. O ile więc koniecznym krokiem jest zidentyfikowanie i stawienie czoła ideologiom i praktykom związanym z „białością”, nie możemy na tym się zatrzymać. Musimy stawić czoła samej idei rasy i zadać sobie pytanie, dlaczego tak dziwaczna idea stała się tak popularna. Okazuje się, że idea „rasy” jest pochodną idei dotyczących zwierząt i jest z nimi nadal związana. Rasa i rasizm to naturalne przedłużenie pasterstwa, który z kolei powiązany jest z patriarchatem. Pasterze kontrolują reprodukcję zwierząt, które ich zdaniem do nich należą. Patriarchalni mężczyźni kontrolują reprodukcję kobiet, które ich zdaniem do nich należą. Obie grupy mają obsesję na punkcie rozmnażania i linii krwi. Cała koncepcja „rasy” – ludzkiego ekwiwalentu ras zwierząt hodowlanych – wyrosła w kontekście tej obsesji i pokazuje w jaki sposób podporządkowanie ludzi z konkretnych społeczności jest wzorowane na istniejących już wcześniej pomysłach i praktykach związanych z wykorzystywaniem zwierząt. Tu znów pojawia się potrzeba zrobienia kroku w tył i spojrzenia na całość, aby dostrzec, że wszystkie problemy, które chcemy rozwiązać są ze sobą powiązane.

W zachodnim społeczeństwie nie szanuje się praw zwierząt innych niż ludzie. Można jednocześnie stwierdzić, że podobnie – choć w innym stopniu – traktuje się różne grupy ludzi. Przychodzą mi do głowy bezdomni, niepełnosprawni umysłowo czy nawet ludzie starsi pozostawieni i zapomniani w domach dla starców. Wszystkie te grupy przedstawiane są jako pozbawione poczucia własnego ja. Brak szacunku pojawia się, gdy ktoś nie jest traktowany jako pełnoprawna istota, której obecność ma znaczenie. Kogo należy za to winić? Inwazję dominującej kultury napędzanej pieniędzmi czy coś innego?

Ludzie bezdomni i ludzie niepełnosprawni umysłowo (dwie kategorie, które w dużym stopniu się pokrywają) zostali zdehumanizowani, czyli postrzegani i traktowani „jak zwierzęta” przez dominującą kulturę. Często faktycznie można usłyszeć pojęcia związane ze zwierzętami, kiedy jakimś członkom klasy średniej przeszkadzają żebracy lub nie podoba im się widok obszarpanych ludzi siedzących na ich ślicznych ławkach w parku. Zarówno bezdomność jak i choroby umysłowe są wynikiem różnych skomplikowanych czynników i nie chciałabym tego za bardzo upraszczać, ale istnieją też pewne związki z wykorzystywaniem zwierząt. Główną bezpośrednią przyczyną bezdomności kobiet jest przemoc domowa, która wywodzi się z odwiecznej idei, że mąż jest właścicielem zwierząt, kobiet i dzieci należących do gospodarstwa. O ile niektóre choroby psychiczne są wrodzone, wiele jest wynikiem traumy. Wielu chorych psychicznie dorosłych było bitych jako dzieci przez rodziców, którzy wierzyli, że dzieci i zwierzęta są własnością, którą można zgodnie ze swoimi zachciankami wykorzystywać. Inni chorzy psychicznie dorośli to ofiary wojen, które są taką samą formą podboju, jaka doprowadziła niegdyś do „udomowienia” (schwytania i uwięzienia) zwierząt. Zastanawiając się na tym jak ludzie bezdomni, niepełnosprawni umysłowo czy starzy są ignorowani czy nieszanowani, myślę o tym co ludzie myślą o zwierzętach „udomowionych”. Nawet obrońcy dzikich zwierząt zachowują się często obraźliwie lub lekceważąco w stosunku do zwierząt udomowionych. Jak zwracała na to wielokrotnie uwagę Karen Davis, ma tu miejsce oskarżanie ofiary o zadaną jej przemoc. Dzieje się to gdy ludzie bezdomni (pozbawieni dostępu do odpowiednich obiektów) są odrzucani ze względu na swój brak czystości, ludzie chorzy psychicznie (którzy przeszli traumę i pozbawieni są przez ekonomię odpowiedniej opieki) są wyśmiewani ze względu na swoje dziwaczne zachowanie, a ludzi zamkniętych (często wbrew ich woli) w domach dla starców unika się, ze względu na panującą tam depresyjną atmosferę. We wszystkich tych przypadkach piętno zbrodni niesione jest przez ofiarę a nie tych, którzy przyczynili się do jej problemów.

Mówiłaś już wcześniej o tym, że nie należy zakładać, że osoby biedne czy w jakiś sposób odbiegające od norm muszą martwić się o zbyt wiele rzeczy aby móc przejmować się zwierzętami i etyką – czy możesz rozwinąć ten temat?

Idea, że ludzie zmagający się z biedą są „zbyt zajęci aby przejmować się zwierzętami” jest zrozumiałą, ale bardzo błędną postawą wynikającą z podejmowanej w dobrej wierze próby dostrzeżenia ograniczeń, na które ludzie natykają się w swoim życiu. Ale pomyśl: wynika z tego równocześnie, że ludzie biedni są zbyt zajęci aby przejmować się tym co dobre i złe. Jest to pomysł niezwykle błędny (i obraźliwy). Każda osoba, z wyjątkiem socjopatów, pragnie dokonywać dobrych wyborów w ramach ograniczeń stworzonych przez życiowe okoliczności. Ludzie żyjący w biedzie chodzą do kościoła lub nie, w zależności od tego jaką decyzję podjęli w kwestii swojej duchowości. Tak jak wszyscy inni dyskutują na kontrowersyjne społeczne tematy. Ludzie żyjący w biedzie w takim samym stopniu jak inni biorą pod uwagę testowanie kosmetyków na zwierzętach dokonując wyboru pomiędzy dwoma szamponami w podobnych cenach. Ale ciężko im brać to pod uwagę, jeśli aktywiści walczący z wiwisekcją skreślają ich z pozycji potencjalnych podmiotów moralnych i nie zapewniają im informacji koniecznych do podejmowania etycznych wyborów. W Stanach Zjednoczonych sondaże wykazały wzrost poparcia dla ruchu praw zwierząt wśród ludności afroamerykańskiej i może okazać się, że to „niemainstreamowi” ludzie mają największą (a nie najmniejszą) tendencję do wspierania „niemainstreamowych” przesłań. Niezależnie od tego czy tak się stanie, pozostaje faktem, że mainstream nie oznacza większości. Mainstream jest w rzeczywistości wąskim podzbiorem ludzkości. Dodaj do siebie wszystkich, którzy zostali wykluczeni lub skrzywdzeni przez dominującą kulturę – ludzi kolorowych, żyjących w biedzie, niepełnosprawnych, gejów i lesbijki, osoby dotknięte przez gwałty i przemoc domową, itd., itd. – i nagle masz już do czynienia ze znaczącą większością. W każdej społeczności istnieją osoby, które dbają o zwierzęta i próbują im pomóc. Mogą nie nazywać się wyzwolicielami zwierząt i z pewnością nie mają dostępu do środków będących w posiadaniu mainstreamowego ruchu dobrostanu zwierząt i wyzwolenia zwierząt, ale są tam. Musimy odnaleźć tych ludzi, podzielić się z nimi środkami i zaprosić ich do ruchu wyzwolenia zwierząt na ich własnych warunkach i jako liderów.

Proponując wegańskim aktywistom strategie docierania do innych grup, wymieniłaś kilka konkretnych grup. Czy możesz każdą z nich skomentować.

Opowiem najpierw trochę o tym jak się tworzy i utrzymuje koalicje. Rzeczą o której należy pamiętać przede wszystkim jest to, że koalicje to związki. Stworzenie i utrzymanie koalicji jest tak proste – lub tak trudne – jak stworzenie i utrzymanie związku. Potrzebne są te same umiejętności: komunikacja (oznaczająca zarówno mówienie jak i słuchanie), empatia, wiarygodność, autentyczność i gotowość dzielenia zarówno wzlotów jak i upadków. Najłatwiejszym sposobem zainicjowania koalicji jest okazanie wsparcia potencjalnemu partnerowi w kwestii, co do której nie jesteście odmiennego zdania (niezależnie od tego czy ma to związek z weganizmem). W ten sposób nie jesteś już obcą osobą, gdy chcesz uczynić kolejny krok, a mianowicie propozycję wspólnej pracy nad zagadnieniem co do którego oboje się zgadzacie. Gdy pracujecie razem nad kwestią, która nie jest źródłem konfliktów, rośnie zaufanie i dochodzi do naturalnego przenikania się idei. Wtedy (i tylko wtedy) możesz zacząć rozmawiać o kwestiach co do których się nie zgadzacie. Robiąc to musisz jednocześnie wyrazić taką gotowość do przemyślenia swoich poglądów w kwestii która interesuje daną grupę, jaką masz nadzieję że ta grupa wyrazi w stosunku do kwestii które interesują ciebie. Dla przykładu, lokalna grupa wegetariańska może zainicjować koalicję z lokalną grupą antyrasistowską pojawiając się na ich proteście przeciwko brutalności policji lub rasizmowi w edukacji. Kiedy wszyscy już się nawzajem znają, członkowie wegetariańskiej grupy mogą zaproponować wspólny projekt wprowadzenia mleka sojowego do szkolnych stołówek, w związku z tym, że większość kolorowych dzieci nie trawi laktozy i ich popołudniowa nauka może być zakłócona przez dyskomfort związany z wypiciem mleka. Ten projekt będzie wartościowy sam w sobie. Kiedy będzie już w toku, aktywiści obu grup będą znać się coraz lepiej i ufać sobie nawzajem. Wówczas, członkowie grupy antyrasistowskiej będą bardziej otwarci na informacje na temat wykorzystywania zwierząt i ryzyka zdrowotnego związanego ze spożywaniem mięsa – ale tylko jeśli grupa wegańska będzie z równą otwartością gotowa wysłuchać tego co ich partner w koalicji ma do powiedzenia na temat rasy.

Aktywiści antyglobalistyczni: Ich celem są w wielu przypadkach te same korporacje, którym my się przeciwstawiamy. Przemysł farmaceutyczny, rolniczy i naftowy wzbudziły słuszny gniew zarówno wśród aktywistów wyzwolenia zwierząt jak i aktywistów antyglobalistycznych; musimy współpracować, jeśli chcemy stawić czoła tak potężnym przeciwnikom. Co więcej, aktywiści antyglobalistyczni są osobami, które już zmieniły swoje wzorce konsumpcji z powodów etycznych. Skoro odrzucili produkty ze sweatshopów, powinniśmy być w stanie przekonać ich do bojkotowania ferm przemysłowych czy nawet przejścia na weganizm. Spraw które łączą aktywistów wyzwolenia zwierząt i aktywistów antyglobalistycznych jest wiele, w tym inżynieria genetyczna zwierząt, patenty na życie, umowy handlowe, które pozwalają zagranicznym korporacjom ignorować lokalne regulacje dotyczące zwierząt i ekologii.

Feministki: Współpraca między feministkami i aktywistami ruchu wyzwolenia zwierząt jest opóźniona od tysiące lat. Nie jest przypadkiem, że większość osób działających na rzecz zwierząt to kobiety i dziewczynki. Ale to nie wszystko. Musimy tworzyć silne i celowe koalicje z osobami i organizacjami walczącymi o wyzwolenie kobiet. Jak jasno wynika z moich poprzednich wypowiedzi, wierzę, że gatunkowizm i seksizm są ze sobą od podstaw ściśle powiązane, i prawdopodobnie nie będziemy w stanie unicestwić jednego jeśli nie unicestwimy drugiego. Feministki już teraz potrafią myśleć na temat powiązań, szczególnie między płcią a rasą. Sądzę, że są gotowe by usłyszeć o związkach między seksizmem i gatunkowizmem jeśli my jesteśmy gotowi aby o tym opowiedzieć i nadać naszym organizacjom feministyczną strukturę. To oczywiste, że feministki nie będą współpracować z organizacjami zdominowanymi przez mężczyzn, a więc organizacjami w których jedyny mężczyzna jest przy okazji liderem oraz organizacjami w których kobiety wykonują większość podstawowej pracy a mężczyznom przypisuje się wszelkie zasługi. Kobiety w ruchu będą musiały spojrzeć na siebie jak na zwierzęta, którymi wszyscy jesteśmy i zająć się swoimi prawami zwierząt. Mężczyźni w ruchu będą musieli zdać sobie sprawę, że wyśmiewanie, obrażanie, poniżanie i atakowanie kobiet jest tak samo złe jak wyśmiewanie, obrażanie, poniżanie i atakowanie innych zwierząt. Moim zdaniem najbardziej obiecującym wspólnym projektem feministek i wyzwolicieli zwierząt jest mleko. Można je zdefiniować jako wykorzystywanie reprodukcyjnych możliwości krowy w celu produkowania zysku dla przemysłu mleczarskiego. Krowy są zapładniane przymusowo i wielokrotnie, aby ich ciało produkowało mleko, które powinno karmić cielęta. Ludzie kradną następnie zarówno mleko jak i cielęta. Krowy cierpią na bolesne schorzenia, takie jak zapalenie gruczołu mlecznego, oraz odczuwają ból emocjonalny związany z odbieraniem im dzieci. Mleko jest jednocześnie odpowiedzialne za niezdrowe przyspieszenie pierwszej miesiączki u dziewczynek i powiązane jest z rakiem piersi u kobiet. W ten sposób gruczoły mleczne krów są wykorzystywane aby stworzyć produkt, który uszkadza gruczoły mleczne kobiet. Feministki powinny być zainteresowane tym z wielu powodów! Nie są jeszcze zainteresowane tylko dlatego, że nie odrobiliśmy pracy domowej polegającej na wpisaniu tego zagadnienia w kontekst feministyczny i zaproszenia feministek do współpracy nad tematem, który powinien nas wspólnie interesować.

Radykalni aktywiści działający na rzecz niepełnosprawnych: Nieufność radykalnych aktywistów wobec establishmentu oraz mainstreamowych organizacji, które twierdzą, że pomagają niepełnosprawnym jest uzasadniona. Ta grupa, być może bardziej niż jakakolwiek inna, może być otwarta na rozmowy o tym, jak korporacje farmaceutyczne (często te same, które sprzedają chemikalia producentom mięsa i karmy) nie chcą, aby ludzie dowiadywali się o tym, że dieta wegańska może przeciwdziałać chorobom a testowanie na zwierzętach to pseudonauka, która przynosi więcej korzyści badaczom i handlarzom zwierzętami niż ludziom chorym czy niepełnosprawnym. Oni protestują przeciwko March of Dimes (za uwłaczające przedstawianie niepełnosprawnych); my protestujemy przeciwko March of Dimes (za wspieranie testowania na zwierzętach). Połączmy siły i zobaczmy co się stanie.

Aktywiści antykolonialni i działający na rzecz reformy rolnej: W obu Amerykach import świń, bydła i koni doprowadził do zniszczenia środowiska na skutek europejskiej inwazji i okupacji. Kolonizacja na całym świecie była związana z zastępowaniem lokalnych upraw na własne potrzeby, rolnictwem nastawionym na zysk. Ten imperializm przemysłu rolnego kontynuowany był znacznie dłużej niż trwał okres formalnej kolonizacji, niebezpieczne technologie takie jak chemiczne pestycydy i inżynieria genetyczna są narzucane ubogim rolnikom pod pozorem pomocy i rozwiązania problemu głodu. Ostatnia wariacja w tym temacie to promowanie intensywnych upraw zwierzęcych jako rozwiązania problemu głodu i przyspieszenie rozwoju. To oczywisty absurd! Jak potwierdziły organizacje pozarządowe, które zebrały się w 2002 roku na światowym Forum na Rzecz Suwerenności Żywnościowej, przemysłowa hodowla zwierząt jest jednym z głównych powodów głodu. Rozwiązaniem problemu niedostatecznego rozwoju jest rozwój zrównoważony, dokładne przeciwieństwo trwoniącego wodę i surowce przemysłu zwierzęcego. Światu potrzebne jest zmniejszenie a nie zwiększenie konsumpcji mięsa. Mówiąc o konsumpcji – przemysł stara się również doprowadzić do tego, żeby ludzie w krajach rozwijających się spożywali więcej mięsa. McDonald’s i KFC przeniosły się do centrów nawet najbardziej ubogich krajów, a wzorce konsumpcji zaczęły odsuwać się od zdrowych tradycyjnych diet opartych na roślinach ku zachodniej diecie opartej na mięsie. Według Światowej Organizacji Zdrowia ta zmiana w sposobie żywienia odpowiada w krajach rozwijających się za wzrost ilości przypadków zachorowań na choroby serca, cukrzycę, niektóre rodzaje nowotworów i inne schorzenia. Aktywiści w innych krajach są zainteresowani zdobywaniem wiedzy na temat tego jak stawić czoła imperializmowi przemysłu rolnego i zachodnim wzorcom konsumpcji. Potrzebują też środków, które umożliwią im pracę. My mamy z kolei możliwości i obowiązek czynienia co w naszej mocy, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się przemysłowej produkcji zwierzęcej i zachodniej diety poprzez tworzenie sojuszy i koalicji z aktywistami i organizacjami w tych częściach świata do których te niebezpieczne praktyki są eksportowane.

Działalność na rzecz pokoju: Mięso jest rezultatem przemocy. Ludzie twierdzący, że nie stosują przemocy nie mogą jeść mięsa i pozostać w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Musimy nauczyć się mówić to w taki sposób, aby usłyszeli nas inni działacze na rzecz pokoju. Mówię „inni działacze na rzecz pokoju” ponieważ my też powinniśmy działać na jego rzecz. Wojny zabijają zwierzęta, niszczą naturalne siedliska i praktycznie zawsze są skutkiem kulturowej orientacji na pełną przemocy dominację, która jest odpowiedzialna za wykorzystywanie zwierząt. Musimy więc i tak pojawiać się na antywojennych demonstracjach. Kiedy już tam będziemy, możemy równie dobrze zacząć tłumaczyć innym działaczom na rzecz pokoju, dlaczego uważamy, że weganizm jest niezbędnym składnikiem stylu życia wolnego od przemocy.

Ostatnio pojawiają się analizy ruchu, które wskazują na podobieństwa między aktywistami ruchu praw zwierząt i aktywistami „pro-life”. Z punktu widzenia organizacji grassroots, widzę w tym środowisku więcej wsparcia dla stanowiska pro-choice niż opcji przeciwnej. Proszę o komentarz.

Rozumiem dlaczego ludzie pragną tworzyć porównania, ale wierzę, że te kwestie nie są analogiczne i wysiłek zmierzający ku powiązaniu ich jest kontrproduktywny. Istnieje powierzchowny związek, ponieważ punktem centralnym obu zagadnień jest fundamentalny brak zgody dotyczący przywilejów ludzi w stosunku do innej klasy organizmów. Ale tu kończą się wszelkie podobieństwa. Mówimy, że „mięso to morderstwo” ponieważ osoba jedząca mięso nie jest usprawiedliwiona z zabicia innej istoty z powodu przyjemności wynikającej ze zjadania jej tkanek. Zwolennicy jedzenia mięsa wysuwają różne rodzaje usprawiedliwień ale nikt nie podważa faktu, że zabite zwierzę nie jest tą samą jednostką co osoba jedząca mięso. Dyskusja dotyczy tego czy zabijanie jest usprawiedliwione a nie tego czy zwierzę jest osobną istotą. Z kolei samozwańczy aktywiści „pro-life” nazywają aborcję morderstwem, na co aktywiści „pro choice” odpowiadają: „Nasze ciała, nasze życia, nasze prawo do decyzji”. Sednem konfliktu jest to czy usuwany płód jest osobną istotą czy nie. Większość ludzi zgadza się z założeniem, że każdy ma prawo do decydowania o swoim ciele o ile nie krzywdzi innych. Prawie każdy zgodzi się również, że nikt nie ma prawa zabijać innej osoby bez usprawiedliwienia w postaci na przykład samoobrony. Problem polega na tym, że nie zgadzamy się co do tego kiedy kobieta i rozwijający się płód są osobnymi istotami. Nie możemy uzyskać konsensusu w kwestii aborcji ponieważ ciąża jest tajemnicą. Na początku tego procesu masz pojedynczą osobę, która ma prawo kontrolować swoje ciało, a na końcu procesu masz dwie istoty, spośród których każda ma prawo być wolna od urazów cielesnych spowodowanych przez innych. W czasie tego procesu organizm matki-dziecka jest dokładnie takim rodzajem paradoksu, jakiego zachodnia kultura nie jest w stanie znieść: jednocześnie jedna osoba i dwie osoby. Nie sądzę, żebyśmy kiedykolwiek w tej kwestii doszli do porozumienia. Decyzja Sądu Najwyższego w sprawie Roe przeciwko Wade doszła chyba najbliżej jak tylko się da do punktu porozumienia lokując punkt krytyczny w momencie gdy płód jest w stanie (przynajmniej teoretycznie) przeżyć poza macicą. Ale nawet to zdroworozsądkowe stanowisko jest bardzo kontrowersyjne ponieważ zagadnienie to jest w gruncie rzeczy duchowe a nie techniczne. W czasie trwania ciąży żaden naukowiec ani sędzia nie jest w stanie stwierdzić z całą pewnością gdzie i kiedy kończy się matka a zaczyna dziecko. Nawet kobiety które były matkami nie zgadzają się co do tego jak zinterpretować doświadczenie ciąży i porodu i odpowiedzieć na pytania związane z medyczną procedurą aborcji. Nie jest więc zaskakujące, że nie mamy w tej sprawie konsensusu w ruchu wyzwolenia zwierząt, wśród kobiet w ruchu ani nawet wśród kobiet w ruchu określających się jako feministki. Pozostawiając na boku mężczyzn – którzy nigdy nie będą musieli martwić się o niechciane dzieci w ich ciałach i w związku z tym jeśli o mnie chodzi nie mają w tej kwestii prawa głosu – musimy stawić czoła temu, że kobiety nie doszły do porozumienia w tej kwestii i prawdopodobnie nigdy do niego nie dojdą. Ponieważ jesteśmy w impasie, wolałabym, żeby aktywiści „pro-life” i „pro-choice” spędzali mniej czasu na walkach o aborcję a więcej czasu na robieniu rzeczy, o których wiemy, że przyczyniają się do zmniejszenia ilości niechcianych ciąż, takich jak upowszechnianie dostępu do środków antykoncepcyjnych, upewnianie się, że młodzi ludzie znają tysiące sposobów na czerpanie przyjemności z seksu bez odbywania stosunku, stawianie czoła kulturowemu przekonaniu, że stosunek cementuje związek, walce zarówno z gwałtami jak i wymuszonym seksem w związkach heteroseksualnych, zakończeniu wykorzystywania seksualnego chłopców i dziewczynek. Sądzę że gdyby udało nam się osiągnąć te rzeczy, zapotrzebowanie na aborcje spadłoby do takiego stopnia, że przestałoby być tak wielką kontrowersją i łatwiej byłoby nam dojść do porozumienia w stylu Roe v. Wade. Spójrzmy prawdzie w oczy: nikt nie chce mieć aborcji. Nie jest tak zła jak wymuszona ciąża, ale mimo to jest nadal dość zła. Dostęp do aborcji to kiepski substytut prawdziwej wolności reprodukcyjnej. Choć nie uważam, żeby kwestia aborcji była analogiczna w jakikolwiek sposób do ruchu wyzwolenia zwierząt, wierzę, że wolność reprodukcyjna jest dla tematu wyzwolenia zwierząt sprawą kluczową. Czym właściwie jest udomowienie? Zniewoleniem powiązanym z kontrolą reprodukcji. W jaki sposób utrzymuje się zwierzęca produkcja? Poprzez całkowitą kontrolę reprodukcyjną nad podległymi jej zwierzętami. Co jest jedyną rzeczą, którą nawet osoby walczące o wyzwolenie zwierząt bez wyrzutów sumienia odbierają zwierzętom? Ich prawo do decydowania kiedy i z kim będą się rozmnażać. Kontrola reprodukcji jest podstawą zarówno podporządkowania kobiet jak i podporządkowania zwierząt. Prawdziwe wyzwolenie zwierząt musi wiązać się z faktyczną wolnością reprodukcyjną, która oznacza koniec gwałtów, koniec przymusowego zapładniania, koniec elektroejakulacji, koniec przymusowej sterylizacji… mówiąc krótko – żadnego wymuszania ani zapobiegania reprodukcji. Słyszę w głowie wszystkie argumenty osób prowadzących programy sterylizacji i kastracji psów i kotów. Zgadzam się. Wszystkie mieszkające ze mną psy i koty zostały wykastrowane i wysterylizowane bez ich zgody. Ale powinniśmy być na tyle przyzwoici, aby wyrazić zakłopotanie w związku z tą sytuacją, aby traktować to jako awaryjne użycie władzy, której nawet nie powinniśmy posiadać, oraz poświęcać co najmniej tyle samo energii na zamykanie miejsc zajmujących się rozmnażaniem zwierząt mając na celu oddanie pewnego dnia zwierzętom kontroli nad ich własną reprodukcją. Jak można to zrobić? Mam na to kilka pomysłów, ale przede wszystkim musimy sprawić, aby kontrola reprodukcyjna stała się celem wszystkich aktywistów na rzecz zwierząt, a wówczas będziemy mogli wykorzystać naszą wspólną kreatywną energię i zaproponować strategię działania. Uważam, że osoby walczące o wyzwolenie zwierząt muszą walczyć o wolność reprodukcyjną wszystkich zwierząt. Musimy pogłębić i nasze zrozumienie roli, jaką kontrola reprodukcji odegrała zarówno w wykorzystywaniu kobiet jak i zwierząt. Wtedy jak sądzę, będziemy gotowi, aby myśleć o kreatywnych sposobach dotarcia do tego celu. 


Comments
One Response to “pattrice jones – Feministyczna synteza”
  1. Magda pisze:

    Fajny artykuł, mnóstwo ciekawych analogii. Bardzo podobało mi się zdanie „Dziewczyna, która odrzuca mięso, w pewnym stopniu odrzuca również szacunek dla patriarchatu.” Nie jest to jedyne stwierdzenie, które mi się podobało :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: