Naprawiając błędy ekofeminizmu

greeeeeeeeencollection-2

O ile pozostałe systemy prześladowania (tj. rasizm, klasizm, ageism, heteroseksizm) (…) opierają się na logice dominacji, to zgodnie z logiką tradycyjnego feminizmu w logice dominacji mieszczą się również podstawowe związki pojęciowe między wszystkimi systemami ucisku. W ten sposób na poziomie pojęciowym widać, dlaczego wyplenienie seksistowskiego ucisku wymaga wyplenienia wszystkich innych form ucisku. Dzięki wyjaśnieniu tego związku pojęciowego między systemami ucisku ruch mający na celu zakończenie seksistowskiego ucisku – tradycyjna domena feministycznej teorii i praktyki – prowadzi do zrozumienia feminizmu na nowy sposób, jako ruchu, który zakończy wszystkie formy uciskui.

Ramy pojęciowe

W tekście używam dwóch różnych pojęć: feminizm ekologiczny oraz ekofeminizm. Ten drugi termin obrósł w zbyt dużo negatywnych konotacji, że doszłam do wniosku, iż odcięcie się od tych powiązań może być niemożliwe i utrudniać odbiór tekstu. Zamiast więc pisać, jaki powinien być ekofeminizm, poddaję go krytyce i na tej podstawie zarysowuję ramy feminizmu ekologicznego – feminizmu nieesencjonalnego, który rozpoznaje współczesne problemy ochrony środowiska, oraz łączy je z sytuacją kobiet, w szczególności w krajach Globalnego Południa. Jest mu całkiem blisko do zasad nakreślonych przez d’Eaubonne, która stworzyła ten termin.

Geneza

Jako ideologia ekofeminizm zaznacza i podkreśla punkty wspólne między opresją kobiet i środowiska naturalnego. Françoise d’Eaubonne ukuła ten termin w latach 70. XX wieku. W skrócie, d’Eaubonne wini kulturę patriarchalną za obecny kryzys ekologiczny, krytykuje energetykę jądrową i postuluje, że żaden system społeczny nie zadziała, dopóki istnieje patriarchat.

Z czasem myśl d’Eaubonne została jednak spaczona (o czym poniżej) i z marksistowskiej, nie-negującej technologii ideologii ekofeminizm stał się… czymś zupełnie innym. Obecnie ekofeminizm „podkreśla (…) wartość zasady żeńskiej – tej, która ochrania, żywi i podtrzymuje przy życiu, jako fundamentu światopoglądu”. Krytykuje również „przewagę w kulturze takich cech, jak: militaryzm, technokratyzm, agresywność, nieustępliwość, pracoholizm, myślenie rozumowo-dyskursywne, nastawienie na przyszłość”ii.

Współczesne ekofeministki nierzadko przyznają się do wierzeń w Wielką Boginię lub do wiccanizmu, co pozostało nie bez wpływu na tę ideologię. „Fundamentalna zasada ekofeminizmu głosząca potrzebę równowagi męskich i żeńskich aspektów rzeczywistości wywodzi się ze starożytnych nauk taoistycznych, stanowi także filozoficzne założenie starochińskiej księgi wróżb I Ching”iii.

Dobry zły ekofeminizm

Pierwszym i podstawowym problemem ekofeminizmu jest wspomniana już przeze mnie esencjonalność. Oznacza ona, że według ekofeministek istnieją cechy typowo kobiece i typowo męskie. Kobiece będzie to, co powiązane z naturą, podczas gdy męskie – z kulturą. Kobiece będą empatia, tradycja; męskie – podbój, technologia.

Ponieważ schematy dominacji są uniwersalne, kobiety zostały nim poddane w ten sam sposób, co zwierzęta i środowisko. To stanowi jedyną przyczynę, dla której kobiety istnieją bliżej natury. Ekofeminizm nie bierze tego pod uwagę.

I tak Marta Letek nazywa przyrodę „ poszerzoną sferą kobiecości”iv. W innym tekście natomiast pisze o „prawdziwej, pierwotnej” naturze kobiet:

Zaistnienie pojęcia o nazwie ekofeminizm wydaje się wynikiem bardzo intuicyjnej potrzeby: dla mężczyzn zrozumienia najgłębszej więzi z przyrodą, porównywalnej jedynie do więzi z własną matką, dla kobiet odnalezienia swojej prawdziwej, pierwotnej natury, archetypu kobiety, którego ziarno leży gdzieś głęboko w duszy i przy sprzyjających warunkach zakiełkujev.

Rozwiązaniem palących problemów związanych z kulturą patriarchalną i technokracją ma być powrót do społeczności pierwotnych. Ekofeminizm popularnego nurtu postuluje ustanowienie w takich społecznościach matriarchatu. W żaden sposób nie usuwa to binarnej opozycji mężczyzna/kobieta, lecz sankcjonuje ją i odwraca o 180 stopni. Nie bez podstaw więc Janet Biehl zarzuca ekofeminizmowi niespójność, gdy pisze:

Te ekofeministki, które zdają sobie sprawę z istnienia poważnych sprzeczności mają skłonność do chlubienia się nimi w swoich pracach, gdyż uznają je za zdrowy objaw „różnorodności” – w założeniu jako kontrast dla „dogmatycznych”, w miarę spójnych i w założeniu „męskich” lub „męskoosobowych” teoriivi.

Ekofeminizm postuluje chaos, jako odpowiedź na porządek. Gdy ruchy społeczne zaczynają odchodzić od mocnego zaznaczania granic w stronę szukania punktów wspólnych i holistycznych rozwiązań, ekofeminizm, pomimo postulowania troski o opresję zarówno kobiet, jak i natury, tak naprawdę umacnia szkodliwe podziały i tworzy front „my kontra oni”.

Gloryfikujący tradycję ekofeminizm niesie ze sobą ryzyko uwięzienia kobiet w tradycyjnie postrzeganych rolach obrończyń domowego ogniska – jedynym, co się zmienia, jest tęsknota za regresem technologicznym. Stąd odniesienia do wiedzy „starych kobiet”:

[S]tawianie się ponad przyrodą (…) zawsze odwraca się przeciwko temu, który się tego dopuścił. (…) [W]iedziały o tym stare kobiety. Dziś kobiety już o tym, [sic!] nie wiedzą. Potrafią kontrolować swoje cykle, przedłużać młodość, ale są zagubione i cierpią na depresje.vii

Odrzucenie kultury i cywilizacji oznacza pogorszenie sytuacji kobiet. Czytając ostatnie zdanie z powyższego cytatu trudno nie pomyśleć o antykoncepcji czy aborcji – prawa reprodukcyjne stanowią jedno z podstawowych praw człowieka, o które przez wiele lat walczyły feministki na całym świecie, i wbrew stereotypom nie stanowią one przywileju czy zachcianki kobiet Zachoduviii. Okazuje się, że kobiety, które korzystają z postępu technologicznego są „zagubione”, a karą za odejście od natury jest depresja. Co dziwne, trudno znaleźć informację o tym, w jaki sposób korzystanie z technologii szkodzi mężczyznom.

Współczesna niechęć do antykoncepcji jest o tyle dziwna, że już sama d’Eaubonne widziała potrzebę ogólnodostępnej antykoncepcji i wiązała ją z wyzwoleniem kobiet:

Pierwszy związek między ekologią a wyzwoleniem kobiet polega na odzyskaniu przez kobiety kontroli nad wzrostem populacji i odzyskania ciała (każde wyzwolenie to wyzwolenie ciała i czasu). To wyzwolenie już się rozpoczęło w krajach zindustrializowanych, które z przyczyn związanych z produktywnością zapewniły kobietom dostęp do antykoncepcjiix

A gdy d’Eaubonne pyta: „Co sprawia, że Kapitalizm, ostatni etap Patriarchatu, nie może osiągnąć społeczeństwa ekologicznego?x”, jak można nie zauważyć dyskursu dyskryminacji klasowej? Praca jest czymś, czego próżno szukać we współczesnym, odrealnionym ekofeminizmie, zafiksowanym na Boginiach i tęskniącym za utraconą przyrodą.

Infantylny mistycyzm kontra holistyczny realizm

Nić wiążąca człowieka z przyrodą została zerwana. Przyroda została utracona. Podobnie, jak idealizujemy zmarłe (utracone) osoby, ekofeminizm idealizuje przyrodę i wpada w pułapkę infantylnego mistycyzmu.

Jest przywiązany do tradycji i postuluje powrót do niej; jest to naiwne i po prostu niemożliwe. Dla kontrastu feminizm ekologiczny, który odcina się od tej sielankowej otoczki, nie twierdzi, że kobiety mają lepsze predyspozycje do bronienia dzikiej przyrody. Przywołuje natomiast fakt, że w obecnej sytuacji, gdy z powodu kultury patriarchalnej to kobiety (i dzieci) częściej padają ofiarą biedy i zniszczenia środowiska, ich postępowanie może wpłynąć na poprawę sytuacji w pierwszej kolejności ich, a następnie również reszty ludzi.

Nie jest to zrzucanie na kobiety odpowiedzialności, czy też czynienie z nich „posłańczyń” ekologicznej misji. Feminizm ekologiczny w żaden sposób nie zwalnia z odpowiedzialności beneficjentów patriarchatu. Zwraca po prostu uwagę na to, że dopóki nie osiągniemy równouprawnienia, eksploatacja środowiska naturalnego w pierwszej kolejności dotknie kobiety (i dzieci).

Przykładem takiej sytuacji są garbarnie w Bangladeszu. W 2008 roku the Ecologist przeprowadziło śledztwo, ukazujące katastrofę ekologiczną i humanitarną w regionie – w jednym tylko obszarze kraju istniało ponad sto garbarni, z czego żadna nie posiadała oczyszczalni ścieków. Ostra chemia trafiała do wód, pili ją wszyscy ludzie oraz zwierzęta. Najwięcej do czynienia z chemią miały kobiety, które chodziły po wodę, przyrządzały posiłki, nierzadko pracowały w garbarni. I tak problem ekologiczny staje się problemem feministycznym oraz problemem praw zwierząt – w garbarniach chemicznie obrabia się przecież zwięrzęcą skórę.

Religijno-mistyczna aura otaczająca ekofeminizm jest zniechęcająca dla części feministek, które rozpoznają problemy ekologiczne i doceniają ich wagę.

Umacnianie dychotomii natura kontra kultura jest tyleż nietrafione, co po prostu niezgodne z myślą d’Eaubonne. Gdy więc Joanna Kępińska pisze, że ”współczesna technokracja ze swoją sterylną racjonalnością i pozorami praworządności wydaje mi się zjawiskiem znacznie bardziej niebezpiecznym niż siermiężny patriarchat i jego prymitywna przemoc i represje”xi, umniejsza rolę patriarchatu i nie zauważa powtarzających się schematów. Technokracja wspomniana przez Kępińską nie jest bytem nowym, który powstał wyłącznie dzięki postępowi cywilizacyjnemu; niezależnie od tego, czy nazywanie współczesności technokracją ma rację bytu, jest one naturalnym przedłużeniem systemu patriarchalnego.

Powrót do korzeni

Jedynym ratunkiem dla feminizmu i ekologii jest powrót do korzeni. Czy jest to możliwe? D’Eaubonne w swoim manifeście odnosi się do ideologii marksistowskiej, tworząc „trójkąt” z ochrony środowiska, praw kobiet i praw pracowniczych.

Wyzyskiwane masy mogą wytwarzać lub transportować dobra konsumpcyjne nic na tym nie zyskując. Tamilowie uprawiają owoce, których sami nie jedzą, Latynosi kawę, którą piją inni, robotnicy fabryczni produkują samochody, odtwarzacze muzyki itp. na które ich samych nigdy nie byłoby stać. Należy zerwać okowy wyzysku.xii

Według niej, żaden „ustrój marksistowski” nie odniósł sukcesu, ponieważ żaden nie był w stanie odciąć się od patriarchatu. Dopóki patriarchat – nie kapitalizm, nie technokracja, nie dyktatura religii – ma rację bytu, inne formy ucisku nie znikną.

D’Eaubonne nie odrzuca również specjalistycznej wiedzy, wręcz przeciwnie – uważa, że jest ona tak ważna dla społeczeństwa, że jej wymiana jest w stanie zastąpić obecną wymianę walutową. Stoi to w jawnym kontraście z sielankowym powrotem do tradycyjnych mini-kultur, postulowanych tęsknie przez wiele współczesnych ekofeministek. Feminizm ekologiczny nie powinien odcinać się od takiej wiedzy, lecz zaadoptować ją i korzystać z niej świadomie. Paradoksalnie, zamiast „dzikiej kobiety” rozwiązaniem jest kobieta-cyborg Donny Haraway.

Kopiowanie struktur, na których oparty jest patriarchat, nie spowoduje jego usunięcia. Zamiana ról w systemie dominacji nadal oznacza dominację. Feminizm ekologiczny nie postuluje takiego odwrócenia, lecz całkowitą zmianę systemu, zgodnie z tym, o czym pisała d’Eaubonne („w systemie rynkowym nieniszczenie planety nie jest możliwe”xiii). I ponownie – zmiana systemu możliwa jest tylko dzięki obaleniu patriarchatu.

Prawa kobiet to również prawa zwierząt

Jeśli mówimy o ochronie środowiska, wykluczenie z kręgu współczucia zwierząt staje się nielogiczne. A dalsza dyskryminacja i wykorzystywanie zwierząt stoją na przeszkodzie całkowitego uwolnienia się od patriarchatu: „wyplenienie seksistowskiego ucisku wymaga wyplenienia wszystkich innych form ucisku”xiv.

Tak samo dalszy ucisk kobiet stoi na przeszkodzie wyzwoleniu zwierząt. Tam, gdzie odmawia się kobietom podstawowych praw, odmawia się ich również zwierzętom. Dążenie do rozszerzania kręgu współczucia i rozpoznawania praw jednostek jest zgodne z myślą d’Eaubonne i obecnym trendem wzajemnego przenikania się ruchów społecznych i dostrzegania faktu, że dominacja jest dominacją, niezależnie od tego, czy dominowane są kobiety, zwierzęta, czy środowisko.

PRZYPISY:

iKarren J. Warren, „The power and the promise of Ecological Feminism”. W: Earth Ethics pod redakcją James P. Sterba, wyd. Prentice-Hall. New Jersey, 1995. S. 235.
ii„EKO – feminizm”, http://wegelandia.webs.com/ekofeminizm.htm, odwiedzone 21.08.2011r.
iiiMarek Has, „EKOFEMINIZM”, http://zb.eco.pl/zb/28/ekofemin.htm, odwiedzone 21.08.2011r.
ivMarta Letek, „Feministyczne podejście do ekofeminizmu”, http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2210,article,3910| odwiedzone: 17.08.2011r.
vMarta Letek, „Ekofeminizm”, http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2277,article,4934odwiedzone: 17.08.2011r.
viJanet Biehl, „Rethinking Ecofeminist Politics”, South End Press, Boston 1991. Wstęp, z którego pochodzi cytat, dostępny tu: \http://www.dhushara.com/book/renewal/voices2/biehl.htm odwiedzone: 17.08.2011r.
viiMarta Letek, „Feministyczne podejście do ekofeminizmu”.
viiiZainteresowanych odsyłam do książki „Wojny reprodukcyjne”.
ixFrançoise d’Eaubonne, „What could and eco-feminist society be?”, z: Liberty, Equality and Women? Anthology. Harmattan, 1990.
x tamże
xi Joanna Kępińska, „Ekofeminizm?, http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2209,article,3876, odwiedzone 18.08.2011r.
xiiFrançoise d’Eaubonne: „What could…”
xiiiTamże.
xivKarren J. Warren, p. 235.
Comments
12 Responses to “Naprawiając błędy ekofeminizmu”
  1. Rzeczywiście, funkcjonuje alegoria męskiej („patriarchalnej”) kultury i żeńskiej („Matki”) natury.

    Alegoria ta czerpie siły z obrazu Natury jaki wykreował – męski i naiwny – Romantyzm. Romantyczny obraz Natury to wiara w „porządek zastany” i w Eden, z którego zostaliśmy wygnani. Dla mnie osobiście, tak rozumiany Romantyzm i obraz Matki Natury – są prawicowe i konserwatywne. „Matka Natura” to nic innego jak personifikacja koncepcji, że głównym zadaniem kobiety jest rodzenie dzieci.

    Pozytywizm natomiast przedstawiał już przyrodę raczej jako brutalną i nieczułą – przeciwstawiając jej humanizm. Wydaje mi się, że ta symbolika jest bardziej użyteczna dla ruchów feministycznych niż romantyczna „Matka Natura”.

    „Niestety” postulaty ekologiczne najprawdopodobniej pierwsi w ustawodawstwie zawarli naziści. W końcu dbanie o „ziemię naszych ojców” jest patriotycznym obowiązkiem nacjonalisty, czyż nie? Mimo, że na przestrzeni dziesięcioleci również i ruchy lewicowe próbowały integrować ekologię, to współcześnie zintegrowana raczej nie jest. „Zieloni” są zawsze z boku jako „n-ta droga”. I to „czyja” jest ekologia – zmienia się z dekady na dekadę. Ciekawie pisał o tym Peter Singer w jednym z wywiadów w dodatku Europa.

    Gdyby mój komentarz był esejem – poświęciłbym w nim sporo miejsca dychotomii: rewolucja/ewolucja, która chyba najcelniej obnaża problemy jakie ruchy lewicowe mają z sensowną integracją pojęciową Natury.

    • dobrusiaxxx pisze:

      to może kolejny post oddamy Tobie? ;)

    • mpaciorkowska pisze:

      Janku, co do Romantyzmu nie do końca mogę się zgodzić. Nie jestem ekspertką, ale z tego co pamiętam, to przynajmniej w romantyzmie amerykańskim pojawia się pojęcie „sublime”, czyli groźnej, nieokrzesanej, wzbudzającej szacunek natury, z którą należy się liczyć. Po polsku ten termin tłumaczy się bodajże jako „wzniosłość”.

  2. Katon Najmłodszy pisze:

    „Prawa kobiet to również prawa zwierząt” /lol/

    Patriarchat przed sądem powinien również odpowiadać za: odkrycie Ameryki, opłynięcie kuli ziemskiej, I i II zasadę termodynamiki, wynalezienie maszyny parowej, zbudowanie aeroplanu, lot na Księżyc, gradobicie w Lublińcu i plamy na Słońcu; ciążę mnogą, pozamaciczną, otyłość u feministek, ale „prawa kobiet to również prawa zwierząt” tego nikt nie przebije /lol/ Gdybyście, feministki, nie istniały, należałoby was wymyśleć. Świetny tekst, dawno się tak nie bawiłem.

    • mpaciorkowska pisze:

      Witaj.

      To miłe, że przeczytałeś ten tekst. Cieszę się również, że zapewnił Ci rozrywkę, choć nieoczekiwaną. Wielka szkoda jednak, że nie jesteś w stanie odnieść się do tekstu w sposób merytoryczny. Może dla odmiany chciałbyś spróbować?

      Chciałabym również wykorzystać tą sytuację i oznajmić, że wszelkie komentarze obraźliwe i nie odnoszące się do tekstów zamieszczanych tutaj będą usuwane. To nie jest forum.gazeta.pl

      Pozdrawiam serdecznie,
      Marta

    • Nachasz pisze:

      Odejdź stąd, Katonie.

  3. inzmru pisze:

    Ja się tam nie znam. Ale.

    Mam wrażenie, że to jest skażenie ekofeminizmu memem „mężczyźni wybudowali cywilizację”. Co faktycznie jest prawdą, ale opiera się na tym, że mężczyźni klas wyższych traktowali mężczyzn klas niższych, kobiety klas wszelakich, zwierzęta, rośliny i powietrze, jak to… powietrze. Jeśli już acknowlegmetowali tych wszystkich „pozostałych” to zbiorczo via Bóg Ojciec. I jasne, że cywilizację wybudowaliśmy na wyzysku i ucisku, ale tez nie ma co popadać w hiper-any-hipokryzję i odrzucać owoce, bo nam się nie podoba geneza. Albo odwrotnie: akceptować genezę, bo nam się podobają owoce. That was then this is now.

    • mpaciorkowska pisze:

      Mnie się wydaje, że co się stało, to się nie odstanie. Można mieć swoje zdanie dotyczące historii cywilizacji, ale to zdanie, jak piękne i światłe by nie było, tej historii nie zmieni, bo nie. Może natomiast wpłynąć na jej dalszy rozwój. Mnie się nie podoba geneza, ale z drugiej strony trudno jest mi powiedzieć z pewnością, że gdyby to zrobić inaczej, to byłoby lepiej, bo historia zna takie sytuacje, kiedy ulepszanie nic nie dało, wręcz przeciwnie. Co nie zmienia faktu, że lubię sobie w to wierzyć.

  4. ignis pisze:

    Mhm, tak szczerze, to podzielam wątpliwość Katona co do stwierdzenia, że prawa kobiet = prawa zwierząt. Rozumiem, że odmawianie uznania praw jakiejś grupy jest zawsze arbitralne i związane z chęcią dominacji, ale jednak inną grupą jest płeć żeńska homo sapiens a inną wszelkie pozostałe gatunki zwierząt. I wybór tych, których prawa zamierzamy respektować ( zresztą sami ustanawiamy co jest ich prawem) zawsze będzie arbitralny, a więc antropocentryczny… Dlatego prawa kobiet, to prawa kobiet, a zwierząt- to już inna sprawa. Czy może się mylę?

  5. dobrusiaxxx pisze:

    To w tym momencie wypada polecić „Wyzwolenie zwierząt” Petera Singera w którym ideę praw zwierząt wywodzi właśnie z analizy seksizmu i rasizmu.

  6. utilitymonsta pisze:

    @mpaciorkowska

    Nie całkiem rozumiem dwie rzeczy. W ostatnim akapicie piszesz, że ktoś, kto kwestionuje seksizm, a nie kwestionuje szowinizmu gatunkowego jest niekonsekwentny. To samo pisze Singer wywołany w ostatnim komentarzu i to jest dla mnie jasne. Ale „dominowanie nad środowiskiem” to już trochę inna bajka niż „dominowanie nad kobietą” i „dominowanie nad zwierzęciem”. Myślisz, że przyroda ma jakąś wartość sama w sobie? Że nie powinniśmy w nią dowolnie ingerować ze względu na nią samą? Czy tylko ze względu na to, że może to szkodzić nam (nam – ludziom czy nam – świadomym zwierzętom) i naszym potomkom?
    Druga sprawa: filozofia to jedno, a praktyka drugie. Ludzie bywają głęboko niekonsekwentni. Piszesz, że „tam, gdzie odmawia się kobietom podstawowych praw, odmawia się ich również zwierzętom”, ale to kłująca w oczy nieprawda. Jest mnóstwo miejsc, gdzie kobiety mają podstawowe prawa, a zwierzęta (zwłaszcza hodowlane) ich nie mają, można je praktycznie dowolnie maltretować dla błahych przyjemności, jak zjedzenie kotleta. Chyba że nie rozumiem, co masz na myśli pisząc „podstawowe prawa”?
    Piszesz, że „zmiana systemu możliwa jest tylko dzięki obaleniu patriarchatu.” Myślisz, że zwalczanie seksizmu jakoś automatycznie wpływa na poprawę losu zwierząt czy na poprawę losu przyrody? I zawsze czy tylko czasami? Czy może chodzi ci (czy d’Eaubonne) tylko o filozoficzną konsekwencję z ostatniego akapitu?
    Ciekawy blog, tak poza tym.

Trackbacks
Check out what others are saying...
  1. […] mówię, że tym razem go znalazłem, póki co obserwuję swoje reakcje. Przy okazji polecam tekst „Naprawiając błędy ekofeminizmu” z Łajki. To jedno z niewielu miejsc ze śladem Biehl w polskojęzycznym internecie. I jeszcze coś […]



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: