Tworzenie naszej własnej kultury oporu – Camille Marino


Mamy wielu oddanych aktywistów, których działania przybliżyły wyzwolenie zwierząt. Wiele naszych kampanii odnosi sukcesy. Mamy wiele aktywistycznych grup, od których możemy się wiele nauczyć. Ale dużo więcej ludzi tkwi tutaj ze względów towarzyskich. Niech robią co chcą, ale pamiętaj, że oni nie pomogą nam wygrać tej wojny.

Mainstreamowa wegańska społeczność nie jest zdolna do oporu

Wielu aktywistów zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli będziemy czekać aż weganie zmobilizują się i zaczną działać, pozostaniemy w bezruchu. Ta społeczność składa się głównie z uprzywilejowanych białych, którzy żyją zbyt wygodnie aby rozumieć co się dzieje na świecie lub się tym przejmować. Gdy zwierzęta umierają, oni starają się imponować sobie nawzajem intelektualnymi debatami na temat nieistotnych drobiazgów. Mam nadzieję, że wielkie słowa których używają wywierają na zwierzętach równie duże wrażenie jak na mnie.

Gdy zwierzęta umierają, debata na temat teorii wyzwolenia zwierząt zadowoli tylko weganina, który nigdy nie doświadczył wykorzystywania, opresji czy przemocy. To przyjemna rozrywka.

Tylko weganin, który nigdy w życiu nie był głodny, może być na tyle pretensjonalny aby z oddali swego domu z czterema sypialniami ganić biednych za polowania pozwalające utrzymać się im przy życiu.

Wegańskie elity nie wiedzą nic o walce o przetrwanie. Udają jednak, że prowadzą wojnę o radykalne zmiany siedząc na fotelach przed internetem. Czy oni w ogóle rozumieją po co tutaj jesteśmy?

Mainstreamowa publiczność dba tylko o to co doradza telewizja

Mainstreamowa wegańska społeczność to mikrokosmos mainstreamowego społeczeństwa. Ich egzystencja jest zbyt wygodna i/lub uprzywilejowana aby byli w stanie zrozumieć walkę i popadają w apatię. Mniej więcej 75% tego kraju jest biała ale ludzie kolorowi stanowią 90% w więzieniach; bezdomni śpią w rynsztoku pod domami klasy średniej; niewidoczne dzieci zasypiają się i budzą głodne każdego dnia w każdym stanie; aby oszczędzić kilka pensów z radością kupujemy produkty wykonane przez dzieci i niewolników ze zubożałych krajów; rasizm, seksizm i inne formy dyskryminacji są systemowe i zinstytucjonalizowane – choć w dużym stopniu niezauważane… łatwiej jest udawać, że wszyscy jesteśmy równi. Opresja i wykorzystywanie są wplecione w tkaninę tej kultury, ale zauważenie tego jest dla nas zbyt niewygodne.

Zaakceptujmy rzeczywistość w której funkcjonujemy. Prowadzimy wojnę aby ocalić życia a los zwierząt będzie przesądzony, jeśli skupimy się na zmienianiu „serc i umysłów”. Nie zmienimy zadowolonych z siebie wegan w aktywistów i nie sprawimy, że resztę społeczeństwa cokolwiek zacznie obchodzić.

Zadowolone z siebie masy są bezmyślne. Ich myśli, wierzenia i pragnienia zostały zasiane przez korporacyjnych marionetkarzy. Kolektywna społeczna świadomość jest bezlitośnie manipulowana przez wszystkie aspekty konwencjonalnego społeczeństwa. Czy przysłuchiwałaś się kiedyś rozmowie dwóch osób o polityce? To przypomina zapasy. Po jednej stronie masz fana Fox News a po drugiej zwolennika MSNBC. Żaden z nich nie rozumie, że to czy lubisz „dobrego” czy „złego” faceta nie ma znaczenia. Nikt nie zwraca uwagi na to, że ich ulubieni politycy są kontrolowani przez te same korporacje.

Biorąc pod uwagę wszechobecną bezmyślność mainstreamowej Ameryki, należy zdać sobie sprawę, że wyzwolenie zwierząt nigdy nie zdobędzie uznania. Za mało w tym rozrywki. Ludzie odwracają się od cierpienia dookoła nich tak samo jak odwracają się od nas gdy mówimy o wykorzystywaniu zwierząt czy weganizmie. Amerykanie dbają tylko o swój dobrobyt. Chcą jeść rozkładające się trupy z sosem barbecue, chcą zarabiać wystarczająco dużo aby móc sprawić sobie płaszcze z futer zdartych z żyjących jeszcze zwierząt i nie obchodzą ich barbarzyńskie eksperymenty w laboratoriach ponieważ ktoś powiedział, że przyniesie im to korzyści. Czy naprawdę chcemy przez kolejne 200 lat rozmawiać o nauce z ludźmi, których zakres uwagi wykracza niewiele poza długość jednego odcinka Jerrego Springera?

Tworzenie własnej kultury oporu

Mamy wielu aktywistów, którzy są sfrustrowani i zniechęceni ponieważ chcą działać, ale nie są w stanie znaleźć ani jednego wegańskiego „aktywisty”, który jest gotów opuścić swoje cybernetyczne więzienie. To się nie stanie. Musimy przestać mieć nadzieję na to, że masa krytyczna przesunie paradygmat i ludzie wyczołgają się z głębin mierności w których się tarzają.

Zróbmy to sami. Tylko my możemy to zrobić. Musimy nauczyć się walczyć bardziej skutecznie jeśli chcemy obalić system i wyzwolić ofiary holokaustu. Wielu z nas już zaczęło. A czas na podjęcie gigantycznego kroku przez podobnie myślących wegan nadszedł teraz.

Ostatnio ukuliśmy wyrażenie „Jesteśmy NIO” (Negotiation is Over – Koniec Negocjacji). Nie ma znaczenia czy identyfikujesz się z nami, ale NIO to nasza postawa. Każdy musi przybrać postawę oporu. Zakazy sądowe nas nie powstrzymają. Braki zezwolenia nas nie powstrzymają. Prawa narzucone przez opresorów nas nie powstrzymają. Nie powstrzyma nas apatyczna wegańska społeczność. Nie powstrzymają nas fundamentalistyczni fanatycy pokoju. Chcielibyśmy robić to z wami ale jesteśmy przygotowani żeby robić to samodzielnie. To wojna. Chcemy wygrać. Jesteśmy NIO!

Jesteśmy aktywistami działającymi naziemnie. Nie robimy nic nielegalnego. Ale nie jesteśmy marionetkami. Nie ustąpimy w obliczu represji i nie obawiamy się autorytetu wroga. Niektórzy z nas ignorują nawet ich niesprawiedliwe prawa. Rozumiemy, że opresorzy kontrolują nas przy pomocy strachu, a właściwie to my pozwalamy się kontrolować. Każdy z nas widział aktywistów na protestach, którzy przestaną nawet rozdawać ulotki jeśli gliniarz każe im przestać. Od tych aktywistów musimy się zdystansować. Mają dobre zamiary i miejmy nadzieję, że dotrą do kilku osób. Nie jestem specjalną fanką metody prób i błędów („nigdy nie wiemy do kogo trafimy”, „być może to zmieni czyjeś myślenie”, itd.) Nadal jednak pozwalamy bojaźliwym, przerażonym, żywiącym pobożne życzenia i pasywnym prowadzić nas w walce o dręczone zwierzęta.

Pozwalając na to, zdradzamy zwierzęta.

Nie pozwolimy jakiemuś urzędnikowi z odznaką mówić nam co mamy robić. Mamy prawda i one nie podlegają negocjacjom. Nie zgadzamy się. Stawiamy opór. Mówią nam, że nie możemy rozdawać tu ulotek. Mówimy: „Ależ możemy, patrz!” Używają sądów aby nas represjonować i zmiażdżyć nasze prawa, ale mówimy im, że nie uznajemy ich nakazów. Nie poddamy się też z pewnością arbitralnym taktykom zastraszania. Prowadzić nas będzie jedynie własne sumienie. Jeśli walczymy o zwierzę w klatce, które jutro zostanie obdarte ze skóry, to drobne konsekwencje naszych działań są nieistotne. Ofiary potrzebują naszego oporu i agresji. A jeśli od czasu do czasu będziemy musieli stoczyć walkę w sądzie, jesteśmy zobligowani starać się wygrać dla dobra towarzyszy, którzy przyjdą po nas.

Wśród aktywistów tkwi w błędnym przekonaniu, że bycie aresztowanym lub pójście do więzienia jest wyznacznikiem bycia skutecznym. Nie jest. Pójście do więzienia oznacza jedynie, że aktywista jest ofiarą represji. Ale nie możemy obawiać się robić tego co właściwe w obawie przed ich nieudolnymi, desperackimi, autorytarnymi, projektowanymi przez korporacje prawami. Naszym zadaniem jest stworzenie wegańskiego oporu. Mainstremowi weganie nazywają nas chuliganami i radykałami. Ja uważam, że są żałośni i słabi. Rysuję linię i namawiam wszystkich, aby ją przekroczyli . Przyjmijcie postawę oporu ugruntowaną we własnej moralności i sumieniu. Nie ulegajcie wpływowi pacyfistów, którzy przejęli ten ruch i zrobili z niego wegańską imprezę.

Zwierzęta umierają. Jeśli naprawdę nas to obchodzi, nie mamy wyboru! Jesteśmy naziemnym ruchem oporu.

Idziemy we własnym kierunku

W uznaniu, że większość wegan nie jest w stanie nam pomóc a społeczeństwo jest uległe i możliwe do kształtowania, tkwi piękno polegające na tym, że ogranicza nas już tylko własna wyobraźnia. Możemy zaprowadzić ten ruch gdzie tylko chcemy. MY mamy władzę.

Zdecydowałam się w tym momencie nie rozwodzić nad konkretnymi modelami, jednak wielu z nas zdało sobie sprawę z tego, że ludzie są samolubni, zajęci sobą, ograniczeni i obojętni. Jednak można na nich wpływać uderzając w tej jeden nerw, który nadal działa – własny interes.

Coraz mniej mówimy o cierpieniu zwierząt, ponieważ potrzebujemy poparcia mas. Ich nie obchodzi cierpienie zwierząt, dopóki nie zdadzą sobie sprawy, że sami za to płacą. Nie obchodzi ich cierpienie zwierząt dopóki nie zdadzą sobie sprawy, że psychopata w rzeźni to ten sam facet, który właśnie wyszedł z więzienia gdzie siedział za zgwałcenie i zamordowanie ich 7letniej córki. Wielu z nas wkrótce opowie o konkretnych pomysłach na związane z tym kampanie. A teraz pomyślcie tylko o tym…

Jak daleko zaszliśmy próbując wpływać na ludzi poprzez odwoływanie się do ich współczucia? Cofamy się, a ten ruch musi być podtrzymywany przy życiu. Jeśli możemy sprawić, że maistream stanie po naszej stronie przez odwołanie się do jego chciwości, egoizmu czy próżności i przez to zaczniemy zamykać kolejne części przemysłów eksploatujących zwierzęta, czy będzie miało znaczenie jak to robimy?

Jeśli ludzi przyciągnie to, że ich podatki są marnotrawione przez wiwisektorów i zaczną rozmontowywać system grantów NIH, przemysł wiwisekcyjny zacznie padać. Nie dbam o to czy ludzie ewoluują etycznie czy moralnie. Dbam o zadanie które mamy do wykonania – wyzwolić zwierzęta przy użyciu dowolnych koniecznych środków.

Prowadzi nas sumienie. Musimy stawiać opór na wszystkich frontach. 

Comments
One Response to “Tworzenie naszej własnej kultury oporu – Camille Marino”
  1. Andrzej pisze:

    Echh, niech się(?) spełni !!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: